Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

Poniżej przytaczam tekst z Kuriera Lwowskiego w wersji nieco poprawionej językowo z dnia 7 maja 1896 r. pt. Jeszcze jeden zakaz wiecu. Jak informuje gazeta w Ruszelczycach u gospodarza nazwiskiem Lotte miało odbyć się spotkanie z posłem na Sejm Krajowy Stefanem Nowakowskim. Do spotkania nie doszło zapewne z powodów politycznych. Ale oddajmy głos autorowi, który niestety nie podpisał się pod swoim bulwersującym tekstem. A swoją drogą ciekawe, czy dziś znalazłby się w Ruszelczycach taki gospodarz, który by pomieścił na swoim podwórku 5 000 ludzi?

Piotr Haszczyn [styczeń 2016]

 

Do galerii praktyk z zabranianiem wieców i zgromadzeń ludowych przybył nowy, a jaskrawy obrazek w zajściach, których widownia była wieś Krzywcza w niedzielę 3 maja 1896 r. Na dzień wymieniony na godzinę 12 zwołano do Ruszelczyc zgromadzenie włościan ruskich, na którym poseł Nowakowski miał złożyć sprawozdanie ze swojej działalności w Sejmie. O zamierzonym zgromadzeniu zawiadomiono starostę Goreckiego, a mimo, iż ten miał dosyć czasu do decyzji, dopiero w dzień wiecu przybywających kazał zatrzymywać o wieś przedtem to jest w Krzywczy, zakazując zgromadzenia z powodu, iż zwoływały je "żywioły zagrażające porządkowi publicznemu i chcące zniszczyć obecny ustrój społeczny".

Przez całe przedpołudnie ksiądz z kazalnicy i w rozmowach piorunował na wiecowników, przepowiadał straszne rzeczy, że się "krew ludzka poleje", że przybędą do wsi "wilki w owczej skórze", stworzenia, których "zabić nie grzech". Mimo tych wysoce "chrześcijańskich" i bardzo odpowiadających ideom "ładu społecznego" i "wzajemnej miłości warstw", nauk, włościan zebrało się do 5 000. Można sobie wyobrazić rozgoryczenie tych, co się wlekli na miejsce z dalekich okolic, kiedy nagle zastąpili im drogę żandarmi, zbrojni w karabiny i inne argumenty, kazali im się wracać. Żandarmów ściągnięto na tę uroczystość z trzech posterunków: z Krasiczyna, Dubiecka i Krzywczy, a niespodziewanie przybyła im energiczna pomoc w osobie pana "poczmajstra" Lisowicza, który idąc za popędami swej widocznie głęboko policyjnej duszy, chociaż był tylko "wolontariuszem" w biciu i rozpędzaniu przewyższał nawet żandarmów. Taka "obywatelska" gorliwość musiała dobrze usposobić p. poczmajstra i wobec tego można, by darować, gdyby listy, zwłaszcza dotyczące spraw politycznych niedochodziły, a numery gazetek ludowych pokutowały niedoręczone tygodniami w biurze pocztowym [powyższe zdanie w formie oryginalnej, zapewne autor był początkującym fachu lub w drukarni cos się pomieszało]. Rozgoryczenie ludu byłoby doprowadziło wobec takich Lisowczyków do poważnych zamieszek, jednak przybyłemu ze Lwowa na wiec posłowi Nowakowskiemu udało się utrzymać w karbach rozdrażnienie tłumu. Żandarmi aresztowali Lottego, gospodarze, u którego zgromadzenie miało się odbyć. Musi ta osobistość być komuś gorzką solą w oku, bo już podobno poprzedniego dnia miał wizytę żandarmów, którzy zamknąwszy się z jego żoną w osobnej izbie nagabywali ją energicznie, jak można było wnioskować z jej krzyków.

O zakazie wiecu i o zajściach zawiadomiono posła Pernerstorfera, a nasi patentowi reprezentacji narodu będą mieli zapewne sposobność do nowego rozdzierania szat i rozpaczania nad tym, jak sprawy krajowe traktuje się na "obcym gruncie".

Zapraszamy na blog  - http://krzywcza.blogspot.com/