Uncategorised
Stefan Marian Stroński
- Szczegóły

Wśród postaci związanych z Krzywczą na poczesnym miejscu należy wymienić Stefana Mariana Strońskiego h. Doliwa. [na zdjęciu obok]. Tu należy zrobić mała dygresję. Otóż z Krzywczą związane były dwie rodziny, nie spokrewnione ze sobą, o nazwisku Stroński. Jedni związani z właścicielem majątku Bolesławem Joczem, którego siostra Teresa wyszła za mąż za Henryka ze Stronia Strońskiego h. Doliwa - Stefan był ich wnukiem. Drudzy Strońscy byli związani z Emanuelem Bocheńskim [mąż Marii Janiny Jocz], który wżenił się w Krzywczę. Jego siostra Adela była matką Mariana Strońskiego znanego przemyskiego malarza, który dość często bawił w Krzywczy.
Stefan urodził się w Stanisławowie 19 XII 1901 r. Syn Kazimierza Juliusza Strońskiego i Janiny Seweryny ze Stronerów. W latach 1912 - 1919 był wychowankiem elitarnego Zakładu Naukowo - Wychowawczego oo. Jezuitów w Chyrowie, ale maturę zdawał w Przemyślu. Po ukończeniu gimnazjum studiował na Politechnice Lwowskiej - wydział rolniczo-leśny w Dublanach. Brał udział w wojnie obronnej 1920. Jako niepełnoletni skierowany został do Jarosławia na przeszkolenie. Trwało ono 3 dni. Następnie transportem udał się do Warszawy i dalej do Mławy. W Mławie otrzymał pismo pochwalne za obronę miasta. Zostało ono zabrane przez służbę bezpieczeństwa w trakcie rewizji w jego domu w pierwszej połowie lat 60-tych. Służbę wojskową odbył w 5 pułku Strzelców Podhalańskich w Przemyślu, ukończył podchorążówkę, w szeregach której brał udział w kampanii wrześniowej roku 1939 w stopniu porucznika rezerwy. Odznaczony medalem Polska Swemu Obrońcy, Krzyżem Za Udział w Wojnie 1918 – 1920, Złotym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką Honorową PZERiL.
Stefan Stroński, ożenił się z Marią Adamską z nią miał dwóch synów Andrzeja (mieszkającego w Rzeszowie) i Witolda (zamieszkałego w USA). Po 1945 mieszkał w Przemyślu, a ostatnie lata swego życia spędził w Rzeszowie [od 1992 r.] u syna Andrzeja, gdzie zmarł 21 I 1997 r. Ostatni pełnoprawny spadkobierca majątku krzywieckiego.
Ze względu na to, że jego babka Teresa Jocz była siostrą właściciela klucza krzywieckiego Bolesława często przebywał w miejscowym dworze. Posiadał też swój dom, w którym czasowo mieszkały Siostry Franciszkanki, a następnie była jedna klasa Szkoły Podstawowej. Później w tym miejscu wybudował dom p. Andrzej Lekki, z którym p. Stefan do śmierci utrzymywał przyjazne stosunki. Odwiedzał też wielokrotnie Krzywczę. Na cmentarzu przygotowywał sobie miejsce dla siebie w grobowcu Stronerów, ale losy potoczyły się inaczej. W Przemyślu mieszkał na ul. św. Józefa, a później na ul. ks. Piotra Skargi, blisko ulicy Barskiej, która była ostoja okolicznego ziemiaństwa wygnanego ze swoich majątków. Przez długi okres czasu przy prowadzaniu domu pomagała mu p. Stefania Akielaszek z Krzywczy. Do dziś pamiętam z jakim szacunkiem i dostojeństwem wypowiadała się o Panu Stefanie.
Do historii przeszedł jego automobil, który rozwijał, jak na przedwojenne drogi, zwrotna szybkość 60 km/h. Jedno wydarzenie zasługuje na przytoczenie. Otóż opowiadał mi jeden z mieszkańców Krzywczy, że będąc małym chłopcem p. Stefan zabrał kilku chłopców na wycieczkę do Zakopanego. Wyjechali rano, a przyjechali wieczorem. Można na koniec stwierdzić, że Stefan Stroński z powodu swej otwartości na innych ludzi pozostawił po sobie dobre wspomnienie wśród mieszkańców Krzywczy. Szkoda, że nie doczekał spadku po dziadkach i nie objął w posiadanie klucza krzywieckiego.
Piotr Haszczyn
Za przekazane informacje do niniejszego biogramu oraz zdjęcie serdecznie dziękuję
Panu Andrzejowi Strońskiemu z Rzeszowa.
Zapraszamy na blog - http://krzywcza.blogspot.com/
Krzywcza Motiego
- Szczegóły
Jednym z najwartościowszych źródeł do jakich udało mi się dotrzeć są wspomnienia Mardocheusza Gallera [Na zdjęciu obok] syna Rabina Benjamina Zev Gallera. 35 stron maszynopisu opisuje dzieje rodzinne. Porusza też wiele wątków życia społeczności żydowskiej w Krzywczy. Jednym z barwniejszych wątków jest opis Krzywczy, z początków XX w., jaki zachował się w pamięci małego 10 – cio letniego chłopca.
Składam serdeczne podziękowanie Gadiemu Gallerowi (synowi Mardocheusza Gallera), który udostępnił mi te wspomnienia i pozwolił na publikację.
Urodziłem się 21 lutego 1901 w miejscowości Krzywcza, która była położona w pobliżu rzeki San. Duża i szeroka rzeka, że jeśli będziemy mnożyć dziesięć metrów Jordan nadal nie dotyknie jedną setną jej. Urodziłem się jako dziecko matki Mindli i ojca Rabina Benjamina Zev Gallera - niech spoczywają w pokoju. I byłem jedenastym dzieckiem w rodzinie i nazwali mnie imieniem Mardocheusz. Nazywali mnie tak w domu i poza nim, wśród znajomych, Moti lub Motik.
Miasto Krzywcza - miasto mojego urodzenia. Tu w tym mieście są korzenie całej naszej rodziny. W tym mieście urodzili się wszyscy moi bracia, tu dorastali i ukończyli szkoły i mieszkali do osiągnięcia wieku dorosłego. Na cmentarzu w Krzywczy są prochy kilku pokoleń naszej rodziny i tylko jeden mój brat Jakub jest tam pochowany.
Ponieważ pamięć o przeszłości wzrośnie, jeśli będę pamiętał o korzeniach mojego pochodzenia, napiszę to, co wyryło się w mojej pamięci. O tym, co było i już nie ma. Miasto Krzywcza pojawia się przed moimi oczami jak duch. Wyobrażałem sobie, że było w centrum całego mojego świata. Było moją matką i nie ma drugiego takiego miejsca na świecie.
Jestem małym dzieckiem, uczę się alfabetu, zaczęłam się uczyć Chumash [pięcioksiąg Mojżesza] i tam rozpoczął naukę Gemara [kodeks prawa obyczajowego w judaizmie]. Wszystko to zaczęło się tam, a nie w innym miejsce. Tam odmówiłem kadisz [modlitwa za zmarłych] po raz pierwszy w moim życiu, dla mojej matki. I tam poczułem po raz pierwszy, co to jest sieroctwo ....
Krzywcza została zbudowana wkoło rynku i wokół niego były domy żydowskie. W środku było puste miejsce, które służyło jako bazar w dni targowe. Na nie przyjeżdżali wozami polscy i ruscy chłopi z towarami z wiosek z całej gminy. Wtedy miasto było pełne, nie było wolnego miejsca, aby przejść z jednej części miasta do drugiej. Wozy były pełne płodów rolnych, owoce, zwierząt według ich rodzajów, drewna na opał, mleka i wyroby rzemieślnicze. Wtedy także sklepy Żydów były pełne kupujących, ponieważ chłopi po sprzedaży swoich towarów mieli dużo pieniędzy, by kupić potrzebne dla siebie towary w mieście. Wielki plac był nazywany Rynkiem, który można tłumaczyć jako pierścień, koło. Rynek był pusty każdego dnia tygodnia. Pusta powierzchnia była pokryta trawą w lecie i śniegiem w zimie. W zimie do miasta nie przyjeżdżano wozami tylko saniami ciągniętymi przez konie. Wozy utknęły, by w błocie, a sanie jeździły po śniegu i błocie.
W rynku były dwie studnie w dwóch końcach. Jedna była starożytna, miała długi kij przymocowany do wbitego w ziemię słupa, na końcu kija była długa lina, na jej początku było wiadro, które obniżyło się do studni i tak wyciągano wodę [żuraw]. Druga została zbudowana na łańcuchach. W dwóch końcach był małe baryłki i był zawieszone na dużym drewnianym kole, którym obracając baryłki spuszczano do wody. Gdy opróżniona baryłka wylewała wodę do koryta, zstępowała ją następna pełna baryłka. To całe urządzenie stała pod dachem szopy. Te dwie studnie dostarczały wodę do całego miasta.
Do pracy przy noszeniu wody trudniło się kilka osób. Nasili oni wodę na swoich barkach jarzmami, które były podobne do drewnianej łyżki, z której na końcach zwisały dwa wiadra wody. Nosili oni wodę do większości domów mieszkańców Krzywczy. Tragarze wody otrzymali wynagrodzenie za każde przyniesione wiadro, które przynosili do korytarza budynku. Stały tam wielkie beczki do których wylewno wodę. Ponad to wlewali wodę do dużego miedzianego naczynia w środku domu. Tam też było małe naczynie, w którym myło się ręce po posiłku i oddzielne drugie, z którego korzystano po podróży.
Nasz dom był na opadającym w dół pagórku obok drogi i ścieżki, którą chodziliśmy do chederu [przedszkole żydowskie]. Stok był w zimie doskonały do ślizgania się. W rzeczywistości było to małe wzgórze, ale w naszych oczach, wyglądało jak Mount Hermon [góra Hermon]. W chederze nauczycielem był Moshele, który miał dwa pomieszczenia. W jednym był piec do pieczenia i kuchnia do gotowania oraz łóżko. Pokój, do którego myśmy chodzili był wyposażony w stół i ławki oraz jeszcze jedno łóżko. Rabin uczył nas chodząc po pokoju, ale także czasami siadał na łóżku. Żona rabina miał trzy kury, które bardzo lubiły jeść z naszych rąk. Niektórzy uczniowie przynosili małe kawałki chleba, aby je karmić. Kobieta łapała każdą z nich co dzień i sprawdzała czy zniesie jajko. Gdy okazywało się, że zniesie była sadzana na łóżku i przykrywano ją sitem od mąki. Gdy głośnym „kokaniem” ogłaszała, że zniosła jajko uwalniano ją spod sita.
Lamp oświetleniowych na ulicach nie było. W mieście gdy człowiek wychodził na ulicę w ciemną noc, musiał wypatrywać, gdzie jest jakieś światło, by nie stracić orientacji. Światło było z lamp naftowych oraz świeczek. Dla dzieci, które uczyły się chederze w długie zimowe wieczory były małe lampy, specjalnie dla dzieci. Do chederu chodziły trzyletnie dzieci, które rozpoczęły uczyć się alfa-betu i parsha [na pamięć fragmentów Tory]. W wieku od 3 do 16 lat chodziliśmy do drugiej szkoły, w której nie były kur. Nie było dodatkowego pomieszczenie, w którym, by w Krzywczy uczyli Gemara. Chłopiec był oddany do chederu na określony czas. Po pozwoleniu swoich rodziców był przekazywany do drugiej szkoły.
Tłumaczenie z języka angielskiego oraz redakcja
Piotr Haszczyn
Kartka z obozu internowania
- Szczegóły
Ostatnio przeglądając swoje rodzinne archiwum natrafiłem na kartkę pocztową, która jakimś cudem zachowała się do naszych czasów, a przeleżała w szufladzie 70 lat. W międzyczasie przeżyła ze dwie powodzie i przeprowadzkę. Adresatem był mój ojciec, a autorem Józef Gąska. Pamiętam go bardzo dobrze. Był bednarzem. W chwilach wolnych jako dzieciak bardzo lubiłem patrzeć jak wykonywał beczki. Z mozołem strugał klepki, robił obręcze, dno, dopasowywał każdą z części. W szpary wkładał liści z pałki wodnej, a na koniec wypalał. Do dziś w pamięci mojej zachował się zapach dębiny. Pamiętam jego pomarszczoną i opaloną twarz. Często wysyłał mnie do „Knajpy” po dwadzieścia Sportów [dla młodszego pokolenia informacja, że Sporty to papierosy bez filtra]. Pamiętam jego opowiadania na pastwisku, gdy razem paśliśmy krowy. Opowiadał o swoich wojennych przeżyciach często mówił w języku węgierskim całkowicie niezrozumiały dla słuchających tych opowieści. Aby zrozumieć dlaczego opanował ten język należy przypomnieć kilka faktów z jego biografii.
Urodził się w Krzywczy 2 stycznia 1917 r. w rodzinie z tradycjami bednarskimi. Od małego uczył się tego fachu i jak większość pracował na roli. Służbę wojskową odbywał w Przemyślu w 4 Pułku Saperów. Brał udział w wojnie obronnej w 1939 r. Ze swoją jednostką przebijał się przez Rumunię na zachód. Został internowany na Węgrzech. I już wiemy skąd Pan Józef znał język węgierski, a na dowód pobytu w obozie internowania jest kartka, która zachowała się moim rodzinnym archiwum.
Kartka wysłana 27 V 1942 z Szombathely [stempel pocztowy]. Oto jej treść:
Varpalota 25 V...
Kochany Kolego Julku!
Nie gniewaj się, że tak długo do Ciebie nie pisałem. Po raz pierwsza moja kartka! Albo druga jak piszę do Ciebie. Pozdrawiam Cię mile i serdecznie. Również i twą rodzinę i dziadka. I wszystkich znajomych. Ja Bogu dzięki jestem zdrów za wolą Pana Boga. I pracuję teraz w kopalni węgla, miesiąc już upłyną, pracuje się osiem godzin dziennie, czy to w dzień lub też w nocy. Co do powodzenia to chyba wiesz jak może być? Teraz nie brak tylko chleba, ale jakoś się da wytrzymać. Przedtem byłem u bednarza, ale przyszedł rozkaz opuścić swą ulubioną pracę, a przełożyć się do kopalni i tak nie wiesz jaki jest dzień. Muszę pracować , bo bez pracy nie ma kołaczy. Kończę na razie, drugim razem więcej.
Cześć, serwus, do widzenia. Józek

Kochany Julku!
Serdecznie Ci dziękuję za pomoc w [nieczytelne], ja tego nie zapomnę. Napisz, co słychać tak na ogół. Pozdrów serdecznie kolegów W. Kasp. [Władysława Kasprowicza], Kwasi W. [Kwasiżura Władysława] i wielu innych.
Józef Gąska
Varpolata
Wespren – megyn
Hungaria

Po wojnie wrócił do rodzinnej miejscowości ożeniła się ze Stefanią Gałuszką. Prowadził wraz z żoną gospodarstwo rolne oraz od czasu do czasu jak miał zamówienie robił beczki. Miał dwójkę dzieci. Zmarł 15 lutego 1997 r.
Epizod węgierski p. Józefa, to jeden z wielu zagmatwanych wojennych losów Krzywczan jakie udało się zachować od zapomnienia dzięki niepozornej kartce pocztowej.
Piotr Haszczyn
Várpalota – miasto w zachodnich Węgrzech, w komitacie Veszprém. Liczy ok. 20 000 mieszkańców. Było ważnym ośrodkiem przemysłu: wydobywczego [kopalnie węgla brunatnego], metalurgicznego, maszynowego i chemicznego. Początki osady sięgają XIII w. Ważnym obiektem dla miejscowości jest Rynek, przy którym mieści się kościół, centrum handlowe oraz zbudowana z kamienia średniowieczna forteca. [Źródło Wikipedia].
77 lat służby Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryja w Krzywczy
- Szczegóły
W pamięci mojej zachowały się same ciepłe i radosne wspomnienia związane z Sistrami Franciszkankami, które pracowały w naszej miejscowości. Pierwsze wspomnienie z 1973 r., kiedy krótko byłem w przedszkolu, które mieściło się w jednej części budynku tzw. ochronki, przechodziliśmy przez pokoje sióstr, aby pomodlić się przed figurą Matki Bożej. Później pamiętam pogodna twarz siostry Juli Surmy, która każdego ranka zasiadał w ławce kolatorskiej i uczestniczyła we mszy świętej. Pamiętam słodki smak cukierków, które dawała dzieciom siostra Agnieszka Szpetnar i wykład na lekcji wychowawczej s. Agnieszki Doroszczak o higienie osobistej. Pamiętam Ewangelię Św. Jana śpiewaną w czterogłosie przez chór kierowany przez siostrę Krystynę. Na koniec pamiętam walkę mego ojca, by siostry pozostały w parafii i mogły dalej pracować. Zachował się nawet list do Ojca Świętego o interwencję. Nie udało się.
To tylko część wspomnień bo jest ich wiele. Dziś wiem, że obecność w parafii sióstr Franciszkanek kształtowało, wychowywało, ubogacało życie w naszej miejscowości. Trudno mi się było pogodzić z sytuacją, gdy podszedłem na grób sióstr Zubek i Smolak, zobaczyłem, że mogił już nie ma. Ich prochy zostały przeniesione do Bachórca, gdyż groby sióstr zostały zapomniane przez parafię. Te 77 lat pracy to ogromny wkład w rozwój edukacji, opieki zdrowotnej, opieki modlitewnej, staranie o piękno kościoła parafialnego, wychowanie młodego pokolenia i innych dziedzin. Te zasługi chroni przed zapomnieniem niniejszy artykuł.
Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi założył ks. Zygmunt Szczęsny Feliński w 1857 r. w Petersburgu, aby ofiarnie służyło bliźnim, zwłaszcza najbiedniejszym. Zgromadzeniu swemu nadał nazwę "Rodzina Maryi" dla podkreślenia jego rodzinnego charakteru. W napisanych własnoręcznie ustawach określił cel zgromadzenia: siostry, troszcząc się usilnie o uświęcenie własne, mają zajmować się wychowaniem i kształceniem dzieci, opieką nad chorymi i osobami starszymi, katechizowaniem dzieci i pracą w kościele. Obecnie Rodzina Maryi jest jedną z najliczniejszych rodzin zakonnych w Polsce. Ogółem liczy 162 domy zakonne, 1386 sióstr profesek i 72 nowicjuszki (1987 r.).
Siostry zostały sprowadzone do Krzywczy za staraniem p. Joczów właścicieli Krzywczy oraz ks. kan. Władysława Soleckiego w sierpniu 1910 r. i zamieszkały w Woli Krzywieckiej w szkole, gdzie jedna z sióstr była nauczycielką. W roku 1921 przeniosły się do Krzywczy, gdzie przy kościółku parafialnym otrzymały na mieszkanie domek dzierżawiony od Stefana Strońskiego i zaczęły pracować w Krzywczy w szkole. W dniu 29 X 1929 r. siostry przeniosły się do nowego Domu Zakonnego wybudowanego przez ks. kan. W. Soleckiego przy dużym współudziale parafii. Pierwszą Matką Przełożoną Domu Zakonnego była s. Aniela Alojza Strömich, urodzona 1 X 1880 r. w Kałuszu, woj. Stanisławowskie. Wstąpiła do zgromadzenia w 1897 r. we Lwowie. Z wykształcenia nauczycielka pracowała w szkołach ludowych w Michałówce, Rudzie, Woli Krzywieckiej i w Krzywczy. W 1929 r. po przejściu na emeryturę została mianowana przełożoną w domach lwowskich przy ul. Słodowej, a następnie przy ul. Kurkowej. W latach 1938 - 1959 była sekretarką generalną. Zmarła 12 VII 1973 r. Po s. Alojzie matką przełożoną krzywieckiego Domu Zakonnego została s. Katarzyna Zubek.

Ochronkę [zdjęcie poniżej] drewnianą, krytą dachówką o 5 pokojach, z kuchnią, spiżarnią na dole i 1 pokoju na górze postawiono na parceli należącej do probostwa. Za pozwoleniem Kurii Biskupiej starą organistówkę sprzedano za 200 zł, a pieniądze przekazano na budowę ochronki. Budowę rozpoczęto w 1925 r., a ukończono w 1929 r. Od maja 1930 r. siostry prowadziły w tymże domu przedszkole dla dzieci w wieku od 3 do 7 lat. Pierwszą ochroniarką była s. Marta Bedryj, która prowadziła przedszkole do wybuchu wojny. Dzieci przychodziły o godz. 8.00 i były do godziny 14.00. Przynosiły w woreczkach flaszkę z piciem i skromny posiłek. Przychodziły dzieci polskie i ruskie, razem ok. 40.
7 IX 1929 r. przybyła na placówkę s. Aniela - Marta Burówna [Na zdjęciu] i objęła funkcję nauczycielki w sześcioklasowej Szkole Podstawowej w Krzywczy. Z dzieci szkolnych założyła chór kościelny dwugłosowy, a następnie w miarę przybywania chętnych trzygłosowy żeński. W szkole s. Marta Burówna ćwiczyła z dziećmi tańce narodowe: "Krakowiaka", "Mazura", "Poloneza", a także "Taniec cygański z bębenkami" i "Taniec świetlików". Każdy taniec ćwiczyła inna grupa. W pierwszej parze krakowiaka tańczyli Janina Kwasiżur - Wąsik i Bronisław Wójtowicz. Tańczyły nie tylko dzieci polskie, ale i ruskie oraz żydowskie. S. Marta miała nawet lekcję pokazową dla nauczycieli rejonu dubieckiego z tańców. Prowadziła także gimnastykę rytmiczną polegającą na ćwiczeniach ruchowych z chorągiewkami lub flagami przy śpiewie piosenek. W dniu 15 III 1940 r. usunięto s. M. Burównę ze szkoły, do której wróciła 31VIII 1945 r. Następnie uczyła jeszcze do 1954 r. Wtedy to "dla dobra szkoły" zwolniono siostrę z obowiązków nauczyciela. [Zdjęcie poniżej s. M.Burówna z chórem żeńskim]

Dom Zakonny w Krzywczy rozszerzono w 1937 na Kupną, gdzie zamieszkiwało 83 Polaków. Książę Sapieha z Krasiczyna ofiarował budynek, w którym była szkoła oraz ogród i 6 morgów pola, zakonnicom ze zgromadzenia S. Franciszkanek Rodziny Maryi jako uposażenie dla ochronki. Do budynku szkoły miała też być dobudowana kaplica, w której ksiądz miał raz w tygodniu odprawiać mszę św. Matka generalna zakonu zgodziła się na to uposażenie i 2 siostry objęły palcówkę. Jednak nie zdążono przed wojną wybudować kaplicy. Siostry każdego dnia chodziły rano do kościoła ( 6 km) do Krzywczy na mszę św. Siostry pracowały w Kupnej do wybuchu II wojny światowej prowadząc ochronkę.
Niebezpieczną sytuację przeżyły siostry 13 IX 1939 r., kiedy II wojna światowa dotarła do Krzywczy i niedaleko ochronki odbyła się całodzienna bitwa. W VIII 1943 r. Matka Generalna Ludwika Lisówna wizytowała domy prowincji lwowskiej. Odwiedziła również dom w Krzywczy. Ważną rolę w utrzymywaniu należytego poziomu duchowego w Zgromadzeniu zapewniały rekolekcje. Zgodnie z ustawami siostry zobowiązane były do odprawienia rekolekcji każdego roku pod kierunkiem kapłana. W tych trudnych wojennych czasach siostrom z Krzywczy udało się raz wziąć udział w rekolekcjach u Sióstr Opatrznościanek w Przemyślu . Po wybuchu wojny czasowo ochronka zaprzestała swojej działalności. Wznowiła ją w roku 1941. Dla najbiedniejszych dzieci w okresie letnim w ochronce organizowano półkolonie od maja do późnej jesieni. Półkolonie były połączone z dożywianiem. Dzieci miały przygotowany odpowiedni program, zarabiały także na żywność zbieraniem ziół.
Usługi w sprawach narodowych i konspiracyjnych oddawała s. Marta Burówna, pseudonim "Marta". W okresie wojny przechowywała ona trzech, wojskowych: p. Gajdzika, p. Philipa i p. Czarnieckiego związanych z partyzantką Armii Krajowej. Raz poszli do swoich rodzin i akurat była łapanka. P. Czarnecki nie zdołał uciec i został uwięziony w Przemyślu, po miesiącu został rozstrzelany. S. Marta przyjmowała w Domu Zakonnym polecone jej przez konspirację "panie z partyzantki" - Marię i jej towarzyszkę, chociaż nie znała ich nazwisk, nie wiedziała skąd przyjeżdżają i jaką akcję prowadzą. Jej zadaniem było udzielić im bezpiecznego punktu zatrzymania.
Dom Zakonny był własnością parafii rzymskokatolickiej w Krzywczy, a przeznaczony dla Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi z zastrzeżeniem, że mają obowiązek prowadzić ochronkę. W 1954 r. na placówce pracowało 5 sióstr. Jedna siostra prowadziła przedszkole, druga gotowała obiady dla dzieci, trzecia uczyła w miejscowej szkole podstawowej, a równocześnie zastępowała czasami organistę w kościele parafialnym. Dwie siostry leczyły chorych, dawały zastrzyki u siebie w domu lub wyjeżdżały na wioski do obłożnie chorych. Siostry w zakresie swoich obowiązków miały ubierać kościół, prać bieliznę kościelną, szyły i malowały zasłony na tabernakulum oraz naprawiały szaty liturgiczne. Pod koniec lutego 1958 r. zmarła s. Katarzyna Zubek, która ubierała kościół, miała również małą apteczkę i leczyła chorych ziołami oraz lekarstwami, które kupowała w Przemyślu . Pochowana została na miejscowym cmentarzu. Ludzie odwiedzali jej grób i modlili się w trudnych sprawach osobistych o pomoc i pociechę.

W okresie powojennym ochronka została przejęta przez "Caritas" i przemianowana na przedszkole. Prowadziła je naprzód s. Józefa Burówna, a po niej s. Salomea Pałys i s. Stanisława Okoniewska. Opłacano przy tym wychowawczynię i pomoc w pracach przedszkolnych. Dzieci były w przedszkolu od 8.00 do 14.00 i dostawały jeden posiłek - obiad. Wychowawczynie - siostry wychowywały w duchu katolickim, czego dowodem jest takie zdarzenie: kiedy w kościele parafialnym ks. biskup egzaminował na cmentarzu przy kościele młodzież przed udzieleniem sakramentu bierzmowania, jeden chłopiec, uczęszczający do przedszkola, siedział na murze przy kościele i na każde pytanie skierowane do młodzieży z zakresu religii pierwszy doskonale odpowiadał, co spotkało się z oklaskami zebranych oraz wielkim zadziwieniem ks. biskupa. I tylko raz się pomylił. Od jesieni 1954 r. przedszkole prowadziła wspaniale s. Maria Dobosz [Na zdjęciu z przedszkolakami]. 30 VI 1962 r. siostry ze względów politycznych musiały przekazać przedszkole w Zarząd Państwowy. Wszystkie sprawy formalne, związane z przekazaniem przedszkola władzom świeckim, przygotowania wszystkich dokumentów dokonała s. Cyryla Rozalia Moskwityn. Po tym nauką zajęły się panie świeckie, ale zajęcia odbywały się nadal w pomieszczeniach ochronki.
Siostry utrzymywały się z renty i gospodarstwa - uprawiały pole łącznie 2 ha oraz chowały krowę i drób.
W 1966 r. na krzywieckiej ochronce pracowało 5 sióstr: s.Cyryla Moskwityn - odpowiedzialna za kościół i przełożona, s.Barabara Kochmańska - gospodarstwo, s. Wiktoria Smolak - bez obowiązków, s. Krystyna Syrek - organistka, s. Zofia Rakuś - kuchnia. 1 IX 1966 r. s. Krystyna Syrek wyjechała do Nienadowej, a na jej miejsce przyjechała s. Ignacja Jurek.
18 V 1967 zmarła s. Wiktoria Smolak licząca 81 lat. Chorowała niedługo, bo zaledwie 3 dni. W niedzielę jeszcze była na sumie, a w czwartek już u Boga. Bardzo była świadoma aż do końca. Zdawała sobie sprawę, że życie jej dobiega kresu. W dzień przed śmiercią podała adresy do rodziny, by zawiadomić, aby przyjechali na pogrzeb. Do końca życia pięknie się modliła i budowała swoją postawą współsiostry. Na pytanie, czy się boi śmierci - odpowiadała pełna wiary i ufności: "Czego mam się bać, przecież idę do Boga". W czwartek obliczyła, że w sobotę wypadnie jej pogrzeb i cichutko zasnęła o godz. 11.00 przed południem. Na pogrzeb przyjechała rodzina w liczbie 11 osób. Pochowana została na cmentarzu parafialnym.
Z początkiem sierpnia siostry przygotowywały się do wielkiej uroczystości - na przyjęcie Matki Bożej Częstochowskiej - Wędrowniczki. Dom udekorowano wieńcami, kwiatami i napisami. Ołtarz dla Matki Bożej przygotowano w pokoju gościnnym. 13 VIII o godz. 20.00 wszystkie siostry ze świecami wyszły naprzeciw Matki Bożej, by Ją powitać i wprowadzić uroczyście do domu. Na progu dziewczynka szkolna przywitała Matkę Bożą w imieniu sióstr pięknym wierszem. Obraz Matki Bożej umieszczono na dwa dni na przygotowanym ołtarzu. W ciągu dnia dzieci się gromadziły, śpiewały godzinki i pieśni ku czci Matki Najświętszej, a wieczorem odprawiano nabożeństwo, w którym brali udział licznie zebrani parafianie i do godz. 23.00 śpiewali pieśni maryjne. Z domu sióstr obraz odprowadzono na plebanię i umieszczono w polowym ołtarzu. W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pożegnała cała parafia Matkę Bożą i odprowadziła do kościoła na stały pobyt. [Zdjęcie poniżej z uroczystości nawiedzenia parafii insygni obrazu M.B. Częstochowskiej]

W roku 1968 na miejsce s. Zofii Rakuś przyszła s. Agnieszka Szpetnar podejmując obowiązki w kuchni.
25 VI 1969 ks. biskup ordynariusz Ignacy Tokarczuk odwiedził w towarzystwie ks. Juliana Atamana i ks. Szczurka Dom Zakonny Sióstr, które otrzymały błogosławieństwo od arcypasterza.
W 1970 r. skład domu zakonnego był następujący: s. Ignacja Jurek - organistka, s. Szpetnar Agnieszka - kuchnia, s. Cyryla Moskwityn - przełożona. 27 IV s. Ignacja Jurek wyjechała do Lubomierza na posadę organistki, a na jej miejsce przyjechała s. Maria Kowalczyk. W swoim obowiązku dawała sobie radę i ludzie byli zadowoleni z jej grania. Reaktywowała chór mieszany 4 głosowy [Zdjęcie poniżej], który ładnie śpiewał - niektórzy parafianie mówili, "że po miesiącu czasu zrobiła z nich artystów".

W 1971 r. siostry uczyły religii w punkcie katechetycznym na Średni i w przedszkolu w Krzywczy. Na początku lutego s. Maria Kowalczyk wyjechała na posadę organistki do Radomia, a na jej miejsce przyjechała s. Bronisława Firlej z Radomia. Nowo przybyła organistka kontynuowała działalność chóru parafialnego.
W dniach 23-26 III 1971 r. odbyło się Nawiedzenie Matki Bożej po Domach Zakonnych. Dnia 23 III o godz.13.00 Siostry Służebniczki Najświętszej Maryi Panny przywiozły z Radymna kopię obrazu Pani Jasnogórskiej. W chwili ukazania się obrazu Siostry Rodziny Maryi wyszły ze świecami i powitały Matkę Bożą na klęczkach, całując obraz, który umieszczono na przygotowanym ołtarzu. Następnie Siostry odmówiły wspólnie Akt Oddania się Matce Bożej w macierzyńską niewolę miłości za wolność kościoła. W tym dniu ks. S. Lorenc odprawił mszę św. w intencji Zakonów "O błogosławieństwo na drodze do doskonałości". Na drugi dzień witały Matkę Bożą dzieci z przedszkola przygotowane przez siostry. Modlitwa trwała do godz. 24.00. Przez te trzy dni siostry wszystkie czynności starały się spełniać w obecności Matki Bożej. W dniu 26 III po wspólnym pożegnaniu Pani Jasnogórskiej dwie siostry odwiozły obraz do Sióstr Opatrzności Bożej w Babicach. [Zdjęcie obok s.Agnieszka Szpetnar].
26 VIII 1971 r. nastąpiła zmiana siostry przełożonej. Stanowisko to za s. Rozalię Cyrylę Moskwityn zajęła siostra Julia Surma.
27 IV 1972 r. wizytował parafię ks. bp T. Błaszkiewicz. Po sumie ks. biskup wspólnie z ks. S. Lorencem na krótko przyszedł do Domu Zakonnego. Porozmawiał z siostrami chwilę i udzielił pasterskiego błogosławieństwa. Siostry udekorowały na ten cel kościół i przygotowały z dziećmi wiersze powitalne.
1 VI 1973 r. przybyła do Krzywczy s. Agnieszka Doroszczak na czwartą siostrę. Pracowała w Ośrodku Zdrowia jako pielęgniarka, sprzedawała w aptece i chodziła do chorych.
W 1978 r. Matka Generalna Teresa Gober miała zamiar zlikwidować Dom w Krzywczy, na co wyraził zgodę ks. biskup ordynariusz. Ks. proboszcz nie zgodził się z tą decyzją i zgłosił się do Kurii, gdy dostał pismo z dekretem. Następnie pojechał z prośbą do Matki Prowincjonalnej, ale nic nie załatwił. Pisał do Matki Generalnej otrzymując odpowiedź odmowną. Po jakimś czasie wysłał do Matki Prowincjonalnej delegację, która nic nie wskórała. Wtedy rozeszła się pogłoska , że siostry odchodzą i powstał wielki ruch w parafii i bunt przeciw ks. proboszczowi, że od razu nie powiadomił parafii o ich odejściu. Spontaniczny Komitet w szybkim czasie zebrał bardzo dużą liczbę podpisów i w pięć osób pojechał do Matki Generalnej z prośbą o pozostawienie sióstr, która skłonna była je pozostawić, jeżeli będą wykonane remonty w Domu Zakonnym. Delegacja wróciła uradowana i od razu pobudzili parafian do pracy. Zebrano pieniądze w parafii, część blachy dał ks. proboszcz i w dwa tygodnie pokryto dach Domu Zakonnego, a reszta remontów miała być wykonana w czasie późniejszym.
W 1979 r. nastąpiła zmiana organistki na miejsce s. Zofii Adamczyk, która wyjechała do Krępy, przyjechała s. Krystyna Syrek z Nienadowej, obejmując funkcje organistki i katechetki.
W 1981 r. zaczęła pracować w parafii s. Józefa Kuczma. W 1982 s. Agnieszka Doroszczak, która pracowała w Ośrodku Zdrowia jako pielęgniarka, odeszła na emeryturę i opuściła placówkę w Krzywczy.
W 1983 r. korzystając z tego, że sąsiedzi robili wodę pod własnym ciśnieniem siostry przyłączyły się do nich, instalując ją w Domu Zakonnym. Zlikwidowano hydrofor, który choć zaopatrywał w wodę Dom, to jednak dość często się psuł.
20 V 1984 odwiedził ochronkę ks. bp B. Taborski w towarzystwie ks. proboszcza, swojego kapelana oraz ks. katechety W. Barana.
Siostry pracowały w Krzywczy do 20 VI 1987 r., do czasu zniesienia domu za zgodą ks. biskupa ordynariusza na wniosek miejscowego proboszcza. I chociaż tak, jak w 1978 r. powstał Komitet, który wszelkimi dostępnymi sposobami (zbieranie podpisów, delegacje do ks. abpa I. Tokarczuka, Matki Prowincjonalnej w Krakowie, Matki Generalnej w Warszawie) chciał, by siostry pozostały w parafii, nie udało się to. Już po zapadnięciu decyzji o likwidacji Domu parafianie nie chcieli puścić sióstr okupując budynek ochronki na zmianę w dzień i w nocy przez kilka dni.
Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi pracowały w parafii Krzywcza 77 lat (1910 - 1987). Przez ten czas zapisały, jak widać z powyższych kart, piękną historię, wychowały w duchu katolickim kilka pokoleń, służyły pomocą w wielu dziedzinach życia, a przede wszystkim modlitwą. I za to niech Bogu będą dzięki.
W roku 1988 w budynku ochronki zamieszkał wikary ks. T. Szczupak, a od 1989 r. nowy proboszcz ks. Stanisław Sroka. Obecnie budynek ten jest wykorzystywany jako wikarówka, w którym znajdują się mieszkania dla dwóch księży. W 1996 r. wyremontowano elewację budynku oraz wybudowano obok garaż.
Wykaz sióstr pracujących na placówce w Krzywczy:
1. S.Alojza Strömich 1910 - 1928
2. S.Aniela Marta Burówna 1929 - 1959
3. S.Katarzyna Barbara Zubek brak danych
4. S.Cyryla Rozalia Moskwityn 1942 - 1972
5. S.Salomea Adelajda Pałys brak danych
6. Stanisława Franciszka Okoniewska brak danych
7. S.Józefa Burówna brak danych
8. S.Marta Berdej brak danych
9. S.Zofia Bronisława Rakuś 1959 - 1984
10. S.Stanisława Franciszka Okoniewska 1959 - 1961
11. S.Maria Dobosz 1954 -1963
12. S.Paulina Noryńska 1961 -1963
13. S.Wiktoria Smolak 1966 - 1967
14. S.Julia Surma 1972 - 1987
15. S.Agnieszka Doroszczak 1972 - 1982
16. S.Barbra Kochmańska brak danych
17. S.Agnieszka Szpetnar brak danych
18. S.Józefa Kuczma 1981 - 1987
Siostry organistki:
1. S.Róża Bystrzycka
2. S.Maria Dziopak
3. S.Stanisława Piskorek
4. S.Maristella Krystyna Syrek
5. S.Ignacja Jurek
6. S.Maria Kowalczyk
7. S.Bronisława Firlej
8. S.Zofia Adamczyk
9. S.Maristella Krystyna Syrek
Piotr Haszczyn
Krzywcza - Wykaz ludności żydowskiej sprzed 1939 r.
- Szczegóły
Wykaz ludności pochodzenia żydowskiego został wykonany ok. 1944 r. przez pracowników Gminnej Rady Narodowej w Krzywczy. Zawiera imiona i nazwiska właścicieli, sprzed wybuchu II wojny światowej, nieruchomości i działek budowlanych oraz ogródków. Pisownia nazwisk jest zgodna z oryginalnym dokumentem. W wielu przypadkach są błędy, które nie zostały w niniejszym spisie poprawione.
- Adller Rachela
- Adler Regina
- Adler Raca
- Brenner Dawid
- Billet Izaak
- Billet Jozef
- Fast Bajta
- Fast Beila
- Frider Samuel
- Frider Salomon
- Frider Cyryla
- Fuss Pepi
- Fuchs Leib
- Fraifeld Moses
- Gottner Mucko
- Gromet Jozef
- Gromet Jenta
- Glucksman Josel
- Gluchsmann Leib
- Glucksman Dawid
- Kirschenblut Marcus
- Knoll Reizla
- Lachs Selmann
- Mamber Chaja
- Mamber Eugienia
- Mamber Genendla
- Mamber Jozef
- Merzel Dwojra
- Milch Jakub
- Miller Dawid
- Miller Mala
- Muller Hersch
- Tochner Dawid
- Turschein Hersch
- Unger Marcus
- Uhri Dawid
- Passer Leizor
- Ryngiel Mojżesz
- Raps Abracham i Rachela
- Raps Bert
- Rapss Natan
- Rosner Cjaja
- Rosner Hersch
- Raps Jenta
- Ryngiel Moses
- Salomon Ryfka
- Schachter Nachman
- Schachter Leizor
- Schreiber Benzion
- Stenbuch Mosses
- Sperber Ryfka
- Wasserman Motia
- Wasserman Markus
- Waiss Lea
- Weiss Dawid
- Weiss Jakub
- Weiss Szlojma
Mieszkańcy Krzywczy 1946
- Szczegóły
Kolejny wykaz mieszkańców Krzywczy pochodzi z roku 1946. Zawiera numer domu, nazwiska głów rodzin właścicieli domów oraz liczbę osób zamieszkujących domostwo. Spis sporządziły władze gminne. Obejmuje on ludność wyznania rzymskokatolickiego i rodzin mieszkanych polsko - ruskich [przed Akcją "Wisła" tzw. II wywózką]. Ujęto również ludność napływową tzw. uchodziców, którzy mieszkali w 1946 r. Część z nich mieszkało w miejscowości przejściowo inni zostali na stałe.
- Probostwo kościelne 9
- Rajtarowski Władysław 5
- Gąska Marcin 4
- Swat Katarzyna 5
- Stęga Jan 2
- Pęcarska Karolina 2
- Seneczko Maria 2
- Seneczko Zofia 2
- Pusz Wasyl 6
- Seneczko Józef 4
- Bukowski Szczepan 6
- Orłowska Maria 3
- Orłowska Olga 3
- Rakoczy Jan 6
- Moszko Stanisław 1
- Naleśnik Franciszek 5
- Tomaszewski Michał 5
- Orłowski Władysław 3
- Chorążykiewicz Józefa 6
- Wesołowski Jan 4
- Majewski Władysław 6
- Matuszek Jan 7
- Farelnik Paweł 7
- Kic Piotr 6
- Szymański Tomasz 4
- Pusz Michał 6
- Hurko Eudokia 1
- Wolański Józef 5
- Kic Antonina 1
- Haszczyn Julian 2
- Pusz Helena 5
- Kic Ludwika 4
- Gałuszka Maria 3
- Staruch Michał 6
- Sitnik Piotr 3
- Włodek Karol 3
- Dudziński Stanisław 10
- Akielaszek Stefania 3
- Śmiszko Nestor 3
- Barnacki Marian 6
- Łabzak Piotr 3
- Huńko Stefan 5
- Gąska Franciszek 3
- Wolański Józef 5
- Turek Marcin 5
- Akielaszek Józef 6
- Legenc Michał 5
- Wojtowicz Józef 4
- Akielaszek Stanisław 7
- Filip Marcin 4
- Kasprowicz Antoni 6
- Sikora Paulina 1
- Orłowski Stefan 7
- Orłowski Piotr 4
- Fedyk Jan 9
- Tarczyło Paweł 4
- Kwaśna Paulina 8
- Dudziński August 4
- Wojdyło Ludwik 6
- Wesołowski Karol 5
- Mleczak Stanisław 6
- Wojtowicz Włodzimierz 6
- Kołodziej Jan 4
- Pawłowski Ludwik 6
- Noworolska Hermina 4
- Noworolski Stanisław 5
- Frankowski Roman 6
- Swat Maria 5
- Frankowski Jan 5
- Dudziński Stanisław 5
- Pawłowski Piotr 7
- Bukowska Anna 6
- Czarnecka Józefa 4
- Mierzwa Anna 3
- Kopko Anna 4
- Gerula Piotr 10
- Gąska Kazimierz 6
- Wolański Franciszek 6
- Wolański Kazimierz 6
- Męcińska Zofia 1
- Kwasiżur August 6
- Ziemiańska Julia 2
- Pusz Władysław 4
- Nessel Kajetan 6
- Sobol Jan 9
- Podgarabi Franciszka 4
- Popowicz Jan 4
- Srodzina Maria 4
- Urban Józef 8
- Maciałek Julia 5
- Amarowicz Franciszek 4
- Góral Antoni 2
- Sobol Maria 2
- Gac Wasyl 6
- Śmiałkowska Maria 6
- Roman Anna 1
- Stebliński Jan 4
- Legenc Piotr 5
- Szałaj Kazimierz 3
- Słabij 6 u
- Moszko Józef 4
- Pantuła Maria 2
- Bochniak Franciszek 2
- Gałuszka Leon 5
- Zarząd Gminy
- Kozłowski Jan 4
- Moszkiewicz Stefania 3
- Kochowski Władysław 4
- Kraczmar Maria 2
- Trawnicki Wojciech 6
- Wolański Jan 4
- Mróz Ignacy 3
- Baran Antoni 3
- Mleczarnia
- Kwaśny Józef 6
- Posterunek Milicji Obywatelskiej
- Kruk Franciszek 5
- Kołodziej Łukasz 4
- Mezgier Florian 6
- Kruk Stanisław 3
- Doszeń Mikołaj 6
- Sus Eliasz 4
- Magnuszewska Tekla 6
- Spółdzielnia
- Szkoła Powszechna
- Szkoła Rolnicza
- Legenc Antoni 4
- Ceryński Franciszek 6
- Iwasieczko Michał 6
- Kołodziej Jan 8
- Adamski Bronisław 3
- Wolański Szczepan 4
- Społowicz Janina 9
- Król Józef 7
- Legenc Jan 3
- Kopko August 3
- Kruk Maria 10
- Kruk Jan 7
- Legenc Katarzyna 4
- Huńko Franciszek 5
- Legenc Stanisław 5
- Tinelt Stanisław 4
- Bajda Stanisław 6
- Czarniecki Władysław 2
- Niklewicz Franciszek 3
- Niklewicz Agata 5
- Śmiałkowski Tadeusz 4
- Fedyk Stanisław 4
- Barski Piotr 5
- Mezgier Kazimierz 3
- Majcher Antoni 2
Walkowiakowie
- Szczegóły
Czasy stalinowskie były ciężkie dla wszystkich. Ale czasami niekorzystna sytuacja stawała się początkiem czegoś dobrego. Tak się stało, gdy 20 letni Jerzy Walkowiak dostał nakaz pracy w szkole w Krzywczy, tu poznał Stefanię Wikierę i tak już zostało na całe życie. To biogram o małżeństwie, których połączyła miłość i Krzywcza.
Jerzy Walkowiak - urodził się 16.04.1934r. w Częstochowie. Po ukończeniu Liceum Pedagogicznego w Przemyślu w 1953 r. przez rok pracował w Szkole Podstawowej w Darowicach. W wieku 20 lat dostał nakaz pracy do Szkoły Podstawowej w Krzywczy, gdzie rozpoczął pracę od 1 września 1954 r. Jak w tych czasach bywało uczył kilku przedmiotów. Długo nie mógł znaleźć kwatery w Krzywczy, bo mieszkańcy Jego przybycie wiązali z odejściem z pracy s. Marty Burówny i jakby na niego przenieśli swój żal za usunięcie przez władze oświatowe długoletniej i dobrej nauczycielki. Wtedy mieszkał przymusowo w szkole.
W 1955 r. po ukończeniu Liceum Pedagogiczne w Przemyślu nakaz do pracy w krzywieckiej szkole otrzymała Stefania Wikiera urodzona 29.07.1936r. w Rozborzu k/ Przeworska. Wspólna praca w krzywieckiej szkole na tyle ich do siebie zbliżyła, że zawarli związek małżeński. 5.08.1956 odbył się ślub kościelny, a w listopadzie 1957 r. zawarli ślub cywilny w USC w Krzywczy. Następnie młodzi małżonkowie zamieszkali u Pani Legencowej i jej syna Franciszka.
Małżeństwo Walkowiaków dochowało się 3 synów: Janusza ur. w 1958r., Andrzeja ur. w 1959 r. i Stanisława ur. w 1966 r.
1 września 1958r. oboje rozpoczęli pracę w Szkole Podstawowej w Sielcu. Następnie małżonkowie w 1965 r. przenieśli się do Szkoły Podstawowej w Nehrybce, gdzie pracowali do czasu przejścia na emeryturę w roku 1985. W międzyczasie Jerzy został magistrem historii, a Stefania ukończyła Studium Nauczycielskie na kierunku filologii polskiej oraz wyższe studia zawodowe uzyskując kwalifikacje naukowe i pedagogiczne do nauczania w zakresie nauczania początkowego. W Nehrybce pracowali jako nauczyciele historii, języka polskiego oraz fizyki. Jerzy pełnił funkcję dyrektora szkoły oraz był Inspektorem Oświaty i Wychowania Gminy Przemyśl.
Po przejściu na emeryturę od 1984 r. zamieszkali w Przemyślu. Tu Stefania zmarła 2.08.2002 r., a Jerzy 12.01.2008 r.
Za przekazane informacje oraz zdjęcia do niniejszego biogramu składam serdeczne podziękowanie p. Stanisławowi Walkowiakowi z Wrocławia syna bohaterów niniejszego artykułu.
Piotr Haszczyn
Krzywcza - Wykaz mieszkańców 1589 r.
- Szczegóły
Ostatnio dotarłem do dokumentu podziału klucza krzywieckiego między Janem i Pawłem Orzechowskimi z roku 1589. Podział dotyczył miejscowości Krzywcza, Wola krzywiecka, Średnia. Wśród wielu ważnych dla historii miejscowości informacji, które zawiera ten dokument jest również wykaz poddanych właścicieli tych ziem. Jest to najstarszy obecnie spis mieszkańców, który zawiera 139 imion bądź nazwisk naszych przodków. Takie rejestry z XVI w. są z kategorii Białych Kruków i niewiele miejscowości może się pochwalić tak obszernym wykazem swoich mieszkańców z tego okresu. Ze względu na brak jednoznacznego, stwierdzenia z jakich miejscowości pochodzą wymienione osoby należy je traktować wspólnie dla miejscowości Krzywcza i Wola krzywiecka. Osobny spis dotyczy miejscowości Średnia, który zamieszczono osobno. W imionach i nazwiskach zastosowano oryginalną pisownię.
Piotr Haszczyn
Poddani pana Jan Orzechowskiego
1. Peus
2. Waśko
3. Feanik
4. Iwaśko
5. Pawolik
6. Piotr
7. Iwan
8. Auśnik
9. Pańko
10. Iwanko
11. Kuzio
12. Iawsz
13. Diak
14. Tomasz
15. Jozef
16. Bogusz
17. Pilip
18. Kazik
19. Viol
20. Andrzey
21. Mazuszczak
22. Iwanko,
23. Sionko
24. Łyska
25. Dańko
26. Jwanko
27. Tuczek
28. Nugaley
29. Demko
30. Kostur
31. Kustko
32. Roman
33. Lewko
34. Hayduk
35. Kurylo
36. Andrzey
37. Jacko
38. Paweł
39. Fetko
40. Stefan
41. Sionczyk
42. Karpa
43. Jackow
44. Pawlik
45. Waśko
46. Iwaniczko
47. Borsuk
48. Andrzeyko
49. Pop Spolny
50. Borsuk
51. Iańko
52. Hfetko
53. Jwawna
54. Homik
55. Zgaga
56. Jaryna
57. Fufa
58. Proć
59. Kużma
Poddani pana Pawła Orzechowskiego
1. Chwietko
2. Kowal
3. Dańko
4. Jozef
5. Szczepniaki
6. Stawowy
7. Gotek
8. Woytek
9. Kumesz
10. Moszo
11. Piotr
12. Skosarz
13. Pańko
14. Milko
15. Jhnat
16. Stach
17. Butdacz
18. Jakub
19. Stowolik
20. Hryc
21. Piotr
22. Szwieść
23. Duszko
24. Skrzykaćż
25. Capowicz
26. Jan
27. Lewko
28. Lastoroka
29. Hawryto
30. Kostur
31. Bażan
32. Pruk
33. Ochrym
34. Hryc
35. Lewkow
36. Proszek
37. Fan
38. Iwan
39. Fan
40. Fetko
41. Hrycow
42. Iwan
43. Stec
44. Tywolki
45. Biliszyn
46. Dańko
47. Pop spolnie używany
48. Hryń
49. Hfetko
50. Kostur
51. Kacza
52. Kotlina
53. Hrycyk
54. Pyszak
55. Gawczak
56. Margocki
57. Maszkala
58. Honyśko
59. Fan
60. Głuch
61. Sebastian
Kmiecie ze Średniej Wsi [dziś Średnia] poddani Pawła Orzechowskiego.
1. Kondrat
2. Olexa
3. Liwko
4. Piotr
5. Hryńko
6. Zielonka
7. Maciek
8. Sadło
9. Borys
10. Lewko
11. Popek
12. Zwieliż
13. Pop
Chłopi
1. Staszek
2. Iroian
3. Pilip
4. Iwan
5. Borsukowski
Układ krzywiecki
- Szczegóły
Są miejscowości, do których na przestrzeni lat zawitała wielka historia. Znamy je z krat podręczników Historii Polski. Mało kto, by przypuszczał, że i w Krzywczy doszło do dość istotnego wydarzenia, które bez wątpienia miało bardzo duży wpływ na powojenną historię naszych ziem. Jest to dość istotny szczegół dotyczący śmierci generała Świerczewskiego. Informacja została przeze mnie przekazana do IPN w celu weryfikacji faktu.
Poznaliśmy go dzięki relacji, którą opowiedziała pani Elżbieta Magnuszewska – Zuver. Wydarzenie miało miejsce w restauracji prowadzonej przez matkę p. Elżbiety. Dziś mieści się w tym budynku apteka. Historia tego niezwykłego domu, opisana w artykule Rabinówka odkryła przed nami jeszcze jedną tajemnicę. Oto, co przekazał gość na co dzień mieszkający w Chicago:
Pewnego dnia, późnym wieczorem roku 1947, po zamknięciu restauracji, pod budynek podjechała wojskowym transportem grupa polskich umundurowanych oficerów („generalicji” jak opisywała to później moja mama). Wojskowi zamówili jedzenie i wódkę i usiedli w restauracji. Wyraźnie na kogoś czekali. Po pewnym czasie zjawili się Ukraińcy i prawdopodobnie kilku Rosjan. Jeden z nich dokładnie obejrzał zaplecze restauracji i kazał mojej mamie z nami zamknąć się w najdalszym pomieszczeniu. Człowiek ten wyraźnie powiedział mamie, że jeśli wyjdzie z pokoju, to zostanie zastrzelona. I nie był to żart. Mama bardzo się bała. Mimo to, po pewnym czasie uchyliła drzwi i była w stanie usłyszeć o czym była mowa w sali restauracyjnej.
Rozmowa toczyła się mieszaniną polskiego, ukraińskiego i rosyjskiego. Zgromadzeni w restauracji owego wieczoru rozmawiali o szczegółach… planowanego zamachu na generała Świerczewskiego. Mieli ze sobą mapy, rozmawiali o szczegółach trasy, pili dużo wódki, dlatego nie zwracali już uwagi na otoczenie. Mama była przerażona. Jak opowiadała, dosłownie trzęsła sie ze strachu. Kilka dni później, istotnie doszło do zamachu.
Dlatego przez lat utrzymywała to wydarzenie w tajemnicy. Dziś w innej rzeczywistości, mogę tę rodzinną tajemnicę upowszechnić. Wynika z niej, że strona polska komunikowała się ze strona ukraińską, przygotowując zamach na generała Świerczewskiego. Do końca lat osiemdziesiątym ujawnienie tego faktu, byłoby niewygodne, a nawet niebezpieczne. Teraz, ma to znaczenie jedynie historyczne.
Wydarzenie to można nazwać układem krzywieckim. Nie ma podstaw, by relacja pani Elżbiety uznawać za niewiarygodne. Być może znajdzie się jeszcze ktoś kto potwierdzi to niecodzienne i historyczne wydarzenie.
Piotr Haszczyn
Krzywczę ogarniam pamięcią
- Szczegóły
Kiedy w początkach 1997 r. zacząłem zbierać materiały do Monografii Parafii Krzywcza napisałem list do s. Marty Burówny, która przebywała w Domu Zakonnym w Mszanie Dolnej. Miała wtedy 93 lata. Dość szybko otrzymałem odpowiedź, że jest słabego zdrowia i nie należy się wiele spodziewać. Jednak kilka tygodni później otrzymałem duży list formatu A4, a w nim 12 stron papieru kancelaryjnego wypełnionego kształtnymi literami oraz treścią ze szczegółami, które mnie uradowały i zaskoczyły. Wiele z tych materiałów zostało wykorzystanych w rozdziale dotyczącym pracy Sióstr ze zgromadzenia Franciszkanek Rodziny Marii w monografii parafii Krzywcza. Siostra Marta Burówna zmarła w końcu 1998 lub początku 1999 roku.
Poniżej prezentuję całość wspomnień Siostry Marty Burówny[na zdjęciu poniżej].
Do Krzywczy przyjechałam 7 września 1929 r. zakonnica ze zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, jako nauczycielka, aby uczyć w sześcioklasowej Szkole Podstawowej w Krzywczy. W czasie drugiej wojny światowej usunięto mnie ze szkoły w marcu 1940 r., a wróciłam do pracy nauczycielskiej w tej samej szkole 31 VIII 1945 r. [szkoła siedmioklasowa]. Uczyłam do 1 września 1954 r. – usunięta wraz z modlitwą przed nauką i po nauce w szkole. Powód – „dla dobra szkoły”. W roku 1954, na wiosnę, po wizytacji wyższych władz szkolnych z Rzeszowa i jednego Pana, nie wiem z jakiego tytułu – chociaż wizytacja wyszła najlepiej z całego Powiatu – usunięto mnie, ale otrzymała emeryturę, którą mam do tej pory. Liczę już 93 lata życia, jedno oko służy, drugie nie.
Z Krzywczy wyjechałam 16 listopada 1959 r. na stałe. Najpierw do Krakowa, a potem do Mszany Dolnej. W Krzywczy – w parafii, siostry uczyły jeszcze w Woli Krzywieckiej i Kupnej. Gdy w Prowincji są jakieś dane o tych szkołach dołączę. Jak byłam w Krzywczy już tam siostry nie uczyły.
Gdy przyjechałam do Krzywczy mieszkaliśmy w małym domku – tuż koło Cesi Kopko, blisko kościoła. Tam też była jedna sala szkolna, w której uczyłam, ale pod koniec października tegoż roku przeniosłyśmy się do obecnego domu. Tam była jedna sala szkolna, w której uczyłam do drugie wojny światowej. Razem ze mną była S. Katarzyna Zubek, która ubierała kościół. Miała małą apteczkę i leczyła chorych, bo nie było lekarza, ani innej pomocy dla chorych. Leczyła ziołami i lekarstwami, które kupowała w Przemyślu. [s. Marta na zdjęciu z nauczycielami i uczniam SP w Krzywczy ok. 1930 r.]

Wracam do spraw kościelnych.
Bieliznę kościelną i szaty liturgiczne też naprawiała s. Katarzyna Zubek szyła i malowała zasłony na Tabernakulum i inne części ołtarza, ambonę. Robiła kwiatki z bibuły do ubierania ołtarzy. Zmarła pod koniec lutego 1958 r. Ludzie odwiedzali Jej grób i prosili w trudnych osobistych sprawach o pomoc i pociechę.
Druga siostra Stanisława Okoniewska pracowała w domu. Kiedy s.Katarzyna Zubek już nie mogła z powodu wieku, to chorymi zajmowała się s.Stanisałwa. Nawet dawała zastrzyki podskórne i domięśniowe. Miała na to pozwolenie od lekarza, kiedy już w Krzywczy był Ośrodek Zdrowia.
Od 1930 r. na wiosnę była już ochronka. Pierwszą ochroniarką była s. Marta Bedryj. Dzieci przychodziły od godziny 8.00 i były do godziny 14.00. Przynosiły w woreczku flaszkę z piciem i skromny posiłek. To miały zagrzane na drugie śniadanie. Przychodziły dzieci polskie i ruskie. Było ich wiele – mniej więcej do 40 osób. Gdy szły na spacer to siostra najmniejsze na rękach, a drugie za rączkę, albo czasem w fartuchu trzymała. Po południu, które chciały to też przychodziły.
Poprawka – w parafii Krzywcza uczyły siostry w Woli Krzywieckiej, a gdy odeszły z tej szkoły – ta sama siostra Alojza Stromnich uczyła w szkole w Krzywczy, a na Woli Krzywieckiej już nie. Jak wyżej napisałam uczyły również w Kupnej. S. Alojza Stromich uczyła w Krzywczy do 1928 r. – była przerwa rok, i ja przyjechałam i uczyłam od września 1929 r.
Zaraz z dzieci szkolnych założyłam chór kościelny i na inne świeckie potrzeby – chór dwugłosowy. Gdy zgłosiły się te panie, które są na zdjęciu założyłam żeński chór trzygłosowy – na poziomie. Tam były dzieci szkolne, panny i panie – było do 20 osób. Śpiewały pieśni Jana i Stanisława Żukowskiego oraz ks. Polita. Były wspaniałe trzy solistki: Nusia Wojtowicz, Stanisława Kwasiżur i Janina Kwasiżur. Potem mężatki – Gajdzik Stanisława, Janina Wąsik. Zawsze grał na organach p. organista Kwasiżur ich ojciec. Nusia Wojtowicz – wysiedlona na Sybir, jako mężatka zmarła w Rosji.
Kiedy p. organista zachorował ks. Stanisław Lorenc w 1951 r. polecił mi grać na organach. Początkowo wrzesień 1951 r., różnie bywało, ale kolędy w tym roku już grałam dobrze. W 1952 r. w styczniu zgłosili się do mnie panowie ze wspaniałego chóru męskiego – potem mieszanego męsko żeńskiego, by ich włączyć do naszego żeńskiego chóru, bo p. Hetper ich dyrygent wyjechał do Przemyśla. Od tej pory był chór mieszany, który prowadziłam.
Wracam do czasów przed drugą wojną.
Była Akcja Katolicka i Strzelcy [młodzież]. Prowadziłam obie grupy młodzieżowe. Strzelców uczyłam pieśni świeckich i na popisach powiatowych w Przemyślu zdobyli II miejsce. Pojechali sami. Zaznaczam, że ta młodzież tzn. Strzelcy byli ludźmi praktykującymi obowiązki katolickie. Raz kiedy strzelali do tarczy spotkali mnie i dali strzelbę, abym też strzelała. Trafiłam bardzo dobrze i wygrałam czekoladę jako nagrodę. Te ćwiczenia prowadził z nimi jakiś pan – nie pamiętam kto.
Chór kościelny mieszany po 1952 r.
Wracam do chóru. Oprócz pieśni 3 głosowych zależnie od okresu kościelnego wyćwiczyła Mękę Jezusa Chrystusa naszego pana według Św. Mateusza na niedzielę palmową. Z pomocą ks. Jana Barcia – Siedem słów Pana Jezusa ks. Lewkowicza – w oprawie 4 głosowej. Śpiewali w wielkim poście. Również „Pasterkę” czterogłosową wyćwiczyłam. Nie pamiętam czy sama czy z pomocą ks. J. Barcia.
Ćwiczyła również z młodzieżą szkolną tańce narodowe. Krakowiak, mazur, polonez, a także taniec cygański z bębenkami i taniec świetlików ze światłem. Krakowiak, mazur, polonez – trzy grupy, bo które ukończyły szkołę to już brałam następną grupę. W pierwszej grupie byli Janina Kwsiżur i Bronisław Wojtowicz w pierwszej parze. Brałam dzieci polskie, ruskie i żydowskie. Miałam nawet lekcje pokazową – taniec krakowski i mazur dla naszego regionu nauczycielskiego – dubieckiego. Grała zawsze do tańca orkiestra miejscowa [harmonia, bas i skrzypce]. Zawsze grała gdy były popisy. Raz poloneza wykonywały dzieci szkolne 20 par na festynie, na polance. Wyćwiczyłam również z dziećmi szkolnymi gimnastykę rytmiczną. Przy śpiewie piosenek tanecznych, rytmiczne ruchy z chorągiewkami lub flagami. Przedstawienia o różnej treści, związane z okresem roku, czy Historią Polski. Zawsze pogodne, pouczające, wychowawcze. Tytułów nie pamiętam. To były dzieci polskie, ruskie i żydowskie.
Młodzież żeńska starsza również miała przedstawienia o poważnej treści religijnej. Zapamiętałam tytuły „Magina Westalka”, „Św. Elżbieta”. Dekoracje sceny sama malowałam. Stroje szyły siostry.
Kiedy p. Hetper przygotował Mękę Pańską, nie pamiętam tytułu, sceny malowałam na papierze. To już było grane w Domu Ludowym, przed drugą wojna światową. Tę samą Mękę Pańską po wyjeździe p. Hetpera odegrał inny zespół, również dekorację ja malowałam. Stroje były sprzed wojny. Gdy nie było p. Hetpera to trochę tym kierowałam. Byli dawni aktorzy, inny wyćwiczeni u Księży Salezjanów w Przemyślu. Odegrali bardzo dobrze.
Ochronka – później – Przedszkole
Jak już pisałam od 1930 r. siostry prowadziły ochronkę. Pierwsza s. Maria Bedryj prowadziła do wybuchu drugiej wojny światowej. Prowadziła bardzo dobrze, sprawnie, a po wojnie jakiś czas s. Józefa Burówna, nauczycielka. Następnie s. Salomea Pałys. Wciąż ochronka nie była przez nikogo opłacana. Później ochronkę przejął Caritas i nazwano Przedszkolem. Opłacano wychowawczynię i pomoc w pracach przedszkolu. [Obok budynek Domu zakonnego sióstr i ochronka dziś wikarówka ok. 1960 r.].
Wychowawczynią była s. Salomea Pałys i s. Stanisława Okoniewska do prac pomocniczych. Obie opłacane przez Caritas. Było miejsca tylko dla 25 dzieci, więcej nie było można przyjmować. Dzieci były od godziny 8 do 14, miały jeden posiłek obiad. Wychowawczynie – nasze siostry – gorliwie opiekowały się dziećmi. Wychowywały w duchu katolickim, czego dowodem jest takie zdarzenie: Kiedy w kościele parafialnym ks. Biskup egzaminował na cmentarzu przy kościele młodzież przed udzieleniem sakramentu bierzmowania, jeden chłopiec uczęszczający do przedszkola siedział na murze przy kościele. Na każde pytanie skierowane do młodzieży mającej przyjąć Sakrament Bierzmowania z zakresu religii przedszkolak pierwszy doskonale odpowiadał. Tylko raz się pomylił. Były oklaski zebranych na cmentarzu. Byłam wtedy obecna.
Od jesieni 1954 r. przedszkole prowadziła wspaniale s. Maria Dobosz do mojego wyjazdu z Krzywczy w 1959 r. i potem jeszcze do 1962 r. Uczyła według programu podanego oraz organizował dodatkowo piękne przedstawienia i tańce w wykonaniu dzieci.
Na zarządzenie władz państwowych wychowanie dzieci w przedszkolu przekazano paniom świeckim, a siostry usunięto. Wtedy s. Salomea Pałys [Na zdjęciu obok z przedszkolakami] wyjechała do Krakowa i tam pracowała nadal w przedszkolu. Przekazanie przedszkola władzom świeckim, przygotowała wszystkie dokumenty i podpisała przekazanie s. Cyryla Rozalia Moskwityn 30 VI 1962 r.
Opowiem jeszcze jedno wydarzenie. Idąc do Kościoła na adorację spotkałam małą dziewczynkę. W rozmowie z nią dowiedziałam się, że jej rodzice pomarli i została sama. Wzięłam ją do nas. Siostry ją obmyły, nakarmiły i zaprowadziły spać na górę do pokoju, bo było ciepło. W tym pokoju spała moja siostra Józefa Burówna i jedna pani świecka, która uciekła przed Ukraińcami z Karania. Rano zobaczyłyśmy obok dziecka, które spało armię wszy, które spacerowały po podłodze. Zaraz dziecko uporządkowano, ale moja siostra i ta pani, co w tym pokoju spały zaraz zachorowały na tyfus plamisty. Dziecko też chwilowo chorowało, ale szybko przyszło do zdrowia i zamieszkało w innym miejscu. Moja siostra i ta pani walczyły ze śmiercią, ale miały sprawna opiekę i wróciły do zdrowia. W sąsiedztwie była rodzina bezdzietna i wzięli dziecko jak swoje. Ta rodzina, która ją wzięła, to p. Aniela Wojtowicz, która jest na zdjęciu, które pan przysłał w liści do mnie – moja chórzystka. Nie pamiętam jej nazwiska jako mężatka. Kasia zdaje się, takie imię miało to dziecko. Zdaje mi się, że ona też założyła rodzinę. Tych szczegółów nie pamiętam.
Parafia
Ksiądz proboszcz w Krzywczy Władysław Solecki został całkowicie sparaliżowany 5 listopada 1946 roku. Lekarz orzekł, że pożyje może 4 dni. Pod opieką w dzień i w nocy umarł dopiero 26 lipca 1951 r. Prawa strona całkowicie bezwładna, lewa strona ręka i noga władna. Leżał w łóżku, siedział na fotelu, wyjeżdżał na odpowiednim wózku do ogrodu, a nawet do kościoła zawozili go parafianie, gdy była w niedzielę adoracja Najświętszego Sakramentu koło godziny 15. Zmarł nagle na serce 26 lipca 1951 r. w nocy w obecności p. Marii lorenc, Zofii Fednar [gospodyni i jej pomocy] oraz s. Marty Burówny. W czasie choroby opiekowały się Nim nasze siostry: s. Zofia rakuś, s. Stanisława Okoniewska i ja. P. Maria Lorenc pomagała w przenoszeniu na fotel lub wózek. W dzień dyżurowały czasem p. Stanisława Wolańska z Blichu [śp.]. Z rodziny chorego w dzień dyżurowały dwie Panie, prze pewien czas p. Sędzina i p. Kalimon. Na noc dochodziła nauczycielka z Ruszelczyc p. Danuta Romanowska i p. Katarzyna z Woli, nazwiska nie pamiętam.. Przeważnie dyżurowały siostry. Ks. Stanisław Lorenc kapał i w „ważnych” sprawach. 28 lipca przeniesiono zwłoki do Kościoła – po południu. Było dużo parafian – niedziela- 29 lipca był pogrzeb. Był ks. Biskup Tomaka z Przemyśla i wielu księży. Na organach w kościele grał p. organista Kwasiżur. Miał wspaniały głos. Słuch absolutny, nie szukał tonu, trafiał zaraz bezbłędnie. Skala głosu i wysokie i niskie tony. To ojciec tych dwóch solistek wyżej wspomnianych.
Inne sprawy
Nie pamiętam, aby były rozbite małżeństwa. Na religię uczęszczały wszystkie dzieci. Uczył najpierw ks. Władysław Solecki – proboszcz, innych księży nie było. Potem uczył ks. Lorenc Stanisław wspaniały katecheta i wychowawca. Gdy zachorował ks. Solecki pełnił obowiązki proboszcza i .uczył religii. Na plebanię mogły przychodzić dzieci i młodzież. Ks. Lorenc urządził im kolejkę linową i karuzelę na terenie koło budynku. W jednym pokoju miał zgromadzone różne gry. Zawsze dzieci i młodzież mogły przychodzić w wolnym czasie i się bawić. Przychodziły całe gromady i zaprowadzały z plebanii do kościoła ks. Lorenca. P. Maria Lorenc gospodyni księdza na plebani i rodzona siostra ks. Lorenca nigdy na to nie narzekała. To tez wielki plus.
W czasie wojny przechowywali się u nas trzej wojskowi panwie: p. Gajdzik, p. Philip i p. Czarniecki. Raz poszli do swoich rodzin – była łapanka i uwięzili p. Czarnieckiego bo nie zdołał uciec był u rodziny w domu. Ci dwaj pozostali panowie uciekli w las, ukrywali się u nas u szczęśliwie przeżyli wojnę. P. Czarniecki po miesiącu już nie żył.
Otrzymałem też ten krótki list:
Wielce Szanowny Panie
Co mogła zdobyć i co miałam w pamięci napisałam. Zdjęć innych nie mam. Wysłałam – wiadomo, że może są błędy ortograficzne i inne, ale wiek i jedno słabe oko usprawiedliwiają. Gdybym jeszcze coś zdobyła doślę. Życzę pomocy Bożej w tej pięknej i ofiarnej pracy. Będę pamiętała w moich modlitwach. Zresztą Krzywczę zawsze ogarniam pamięcią. Dla znajomych, a szczególnie Pana siostrzane pozdrowienie „Szczęść Boże”.
S. Aniela Marta Burówna
Redakcja - Piotr Haszczyn









