Uncategorised
Czarniecki Michał
- Szczegóły
Jeżeli w Krzywczy komuś należy się pomnik to byłby to Michał Czarniecki. Jego działalność na rzecz wolnej Polski okupiona męczeństwem i śmiercią zasługują na najwyższe słowa uznania. Ale jego pamięć w społeczeństwie krzywieckim trwa. W 2014 r. przy pomniku Obrońców Krzywczy 1939 – 1946 umieszczono na tablicy pamiątkowej następującą inskrypcję:
Dowódca Placówki Armii Krajowej Krzywcza –Krasiczyn.
Zamordowany przez Niemców 1.05.1944
Michał Czarniecki.
Kilka lat temu na cmentarzu w Krzywczy w miejscu, gdzie spoczywa jego żona Weronika rodzina ustawiła tablicę pamiątkową o treści:
Michał Czarniecki ur.12.08.1901 zm.27.05.1944
Żołnierz, uczestnik walk w obronie Przemyśla i Lwowa w 1918 r. wojny Polsko-Bolszewickiej w 1920 r. Kampanii wrześniowej 1939 r.
Organizator i dowódca AK ps. :"Michał" "Rokita" placówki nr 4 Klara Krzywcza- Krasiczyn.
Rozstrzelany przez gestapo w więzieniu na Montelupich w Krakowie

Tablica na Pomniku Obrońców Krzywczy Pamiątkowa tablica na cmentarzu w Krzywczy
Ale poznajmy jego losy. Michał Czarniecki urodził się w Krzywczy 12 sierpnia 1901 r. w rodzinie Jakuba i Marii Czarnieckich. Jego matka pochodziła z niedalekiej Brzuski skąd pochodziła jego babka Maria Szewczyk córka Michała i Anny ur.12 września 1866 r. Około roku 1924 r. Michał żeni się z Weroniką Pantołą ur. 29 sierpnia 1902 zm. 14 lipca 1976. Z tego związku Elżbieta Janina ur.19 listopada 1925 r. zm.16 październik 2021 r. i Zbigniew ur. 5 czerwca 1927 r. zm. 15.05.2006 r. Początkowe Czarneccy mieszkali w Krzywczy w domu w północnej pierzei rynku [Obecnie na tej działce stoi sklep ogrodniczy].

Weronika Pantoła i Michał Czarniecki
Michał miał starszą siostrę Józefę ur.17.12.1890 r. zm. 08.04.1976 r., która ok. roku 1911 wyszła za mąż za dróżnika Jana Sobola syna Michała i Cecylii z d. Przybytowska ur. 6 czerwca 1886 r. Z tego związku narodzili się: Antoni, Józef, Bronisław, Stanisław, Janina, którzy mieszkali również w Krzywczy na Blichu.
Michał Czarniecki prawdopodobnie uczęszczał do szkoły powszechnej w Krzywczy. Trafił do wojska prawdopodobnie zgłaszając się na ochotnika. Jako 17 letni młodzieniec brał udział w walkach z Ukraińcami o Przemyśl i Lwów. Następnie brał udział w wojnie z bolszewikami 1919-1920. W 1928 r. został odznaczony Krzyżem brązowym zasługi – nadawany przez władze II RP za zasługi dla państwa. Niewątpliwe te zasługi musiały być duże i dobrze udokumentowane. W 1929 r. odznaczony Medalem Polska Swemu Obrońcy. Odznaczenie to było przyznawane osobom, które walczyły o niepodległą Polskę w latach 1918-1921. Nie są jednak znane okoliczności tej służby. W 1929 r. odznaczony został również medalem 10 lecia Odzyskania Niepodległości. Medal ten przysługiwał obywatelom, którzy w okresie od 11 listopada 1918 roku do 11 listopada 1928 roku pełnili nienagannie służbę państwową – wojskową, cywilną lub służbę samorządową. Otrzymał również odznaczenie Gwiazda Przemyśla.

Potwierdzenie otrzymania odznaczeń
Zapewne po wojnie bolszewickiej zostaje żołnierzem zawodowym, być może w Przemyślu. Od 1 stycznia 1933 r. zostaje przeniesiony do Grodna do 2 Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej, gdzie pełni funkcje szefa 1 baterii w stopniu ogniomistrza [Odpowiednik sierżanta]. 1 IV 1935 r. awansowany do Starszego Ogniomistrza rzeczywistego artylerii. Otrzymuje pozwolenie na noszenia pistoletu pistolet Mab kaliber 7.65.
W Grodnie pełni służbę wojskową doskonaląc swoje umiejętności. Na szczególną uwagę zasługuje jego dbałość o kondycję fizyczną. W 1934 r. zdobywa brązową Państwową Odznakę Sportową, w 1937 srebrną, a w 1938 złotą odznakę nadaną przez Wojewódzki Komitet Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Obronnego w Białymstoku. Aby, zdobyć taką odznakę należało się wykazać wszechstronną sprawnością. Test sprawnościowy składał się z następujących konkurencji: gimnastyka i pływanie do 100 m; skoki, biegi do 800 m, jazda na łyżwach do 500 m, rzut dyskiem, oszczepem, piłką, granatem, pchnięcie kulą, boks, szermierka, gry sportowe, marsze do 20 km, biegi do 5 km, wycieczki piesze do 3 dni, biegi narciarskie do 18 km, biegi łyżwiarskie do 10 km, jazda na rowerze do 20 km, rajd konny do 2 dni, pływanie do 1000 m, wioślarstwo i wycieczki wioślarskie do 1 dnia, gry sportowe, strzelanie.

Świadectwo uzyskania Złotej Odznaki Sportowej
W Grodnie mieszka wraz z żoną i dziećmi, które uczęszczają tam do szkoły, kształtują swoją młodość. Życie prywatne układa się bardzo dobrze. Ale zbliżała się wojną. 5 stycznia 1939 r. zostaje służbowo przeniesiony do 15 Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej. Dywizjon został sformowany w lutym 1939 r. w nowo oddanych koszarach w Wełnowcu w garnizonie Katowice (Okręg Korpusu Nr V), w składzie dwóch baterii 75 mm armat przeciwlotniczych półstałych wz. 1937 i jednej baterii motorowej 40 mm armat przeciwlotniczych wz. 1936. Dowódcą był mjr Roman Niemczyński. Tam przenosi się również jego rodzina. Tuż przed wojną Michał Czarnecki odsyła żonę z dziećmi wraz z bagażami do Krzywczy.

Zdjęcia ze służby wojskowej. Na pierwszym zdjęciu czwarty z prawej
Pod koniec sierpnia dywizjon rozlokowano w różnych częściach kraju. Bateria kpt. Ziobera (nr 157) została przetransportowana do Lwowa, gdzie wzięła udział w obronie miasta. Prawdopodobnie w tej baterii służył Michał Czarniecki, gdyż zachowały się informacje o tym, że walczył w obronie Lwowa.
Po zajęciu Lwowa przez Niemców prawdopodobnie próbował uniknąć aresztowania przebijając się na Węgry, ale został aresztowany przez sowietów wraz z innymi współtowarzyszami. Jeńców zapakowano do wagonów towarowych i prawdopodobnie wieziono do Katynia. Podczas przewozu udaje się mu w wagonie oderwać kilka desek i wraz z kolegą ucieka. Przez kilka tygodni unikając patroli rosyjskich przebija się w kierunku Przemyśla, a następnie udaje mu się dotrzeć do Krzywczy. Zarośnięty umęczony i zawszony wraca do rodziny, która troskliwie się nim zajęła.
Po krótkim odpoczynku nawiązuje kontakt z tworzącym się polskim podziemiem. Wstępuje w szeregi Związku Walki Zbrojnej i organizuje komórkę Armii Krajowej pl. Nr 4 Klara na terenie Gminy Krzywcza obejmująca swoim zasięgiem Krzywczę, Krasiczyn i Reczpol. Używa w konspiracji dwóch pseudonimów Michał i Rokita. Zostaje dowódcą tej placówki. W struktury podziemne zaangażował sporą część mieszkańców mających przeszłość wojskową z Krzywczy i innych miejscowości, a także miejscowych Policjantów „Granatowych”, gdzie na komisariacie był skład broni. W Krzywczy i okolicznych miejscowościach powstaje cała struktura. Punkt apteczny na Blichu u Horaków, który pod przykrywką świadczenia pomocy medycznej dla ludności miał pod opieką żołnierzy AK. U Męcińskich znajduje się skład granatów, na Woli Krzywieckiej i Średniej inne magazyny broni i miejsca koncentracji oddziału. W restauracji Henryka Magnuszewskiego znajduje się radiostacja, którą obsługuje właściciel.
Sam z rodziną przenosi się do Babic, gdzie mieszka w kamienicy tzw. Bobkierówce. Aby utrzymać rodzinę zatrudnia się jako pracownik w Liegenschafcie [Majątek ziemskie zarządzane przez Niemców], w Suwczynie, gdzie oprócz pracy prowadzi działalność wywiadowczą. Między innymi przekazano do Londynu informację o budowie przez Niemców stanowisk wyrzutni V-2 w okolicach Pruchnika.

Ostatnie zdjęcie z Babic prawdopodobnie z Wigilii 1943 r.
Na terenie placówki organizowane są szkolenia i działalność wywiadowcza oraz umieszczanie w niemieckich jednostkach organizacyjnych „swoich ludzi”, którzy niejednokrotnie pomagali ludności cywilnej przed aresztowaniem.
Pracując w Sufczynie bywał w domu okazjonalnie. 19 IV 1944 r. zapewne z donosu zostaje aresztowany w swoim mieszkaniu. Odbyło się to w godzinach nocnych. Oddział żandarmerii niemieckiej przyjechał z Przemyśla. Zatrzymał się przy wjeździe na rynek i zmusili jednego z mieszkańców, by wskazał im miejsce zamieszkania Michała Czarnieckiego. Następnie otoczyli budynek, weszli do mieszkania i aresztowali Go wyprowadzając w samej bieliźnie, a następnie przewieźli do Przemyśla do siedziby Gestapo. Tam był więziony, przesłuchiwany i torturowany przez kilkanaście dniu. Zapewne Niemcy nie mieli informacji, że Michał Czarniecki jest dowódcą palcówki Arami Krajowej „Klara”.
W dniu 10 V 1944 r. odbyła się rozprawa sądowa w przemyskiej siedzibie Gestapo, w której na śmierć skazano kilkanaście osób, prawdopodobnie był wśród nich Michał Czarniecki. „Uzasadnienie” wyroku; „za aktywną działalność w organizacji powstańczej”. W dniu 17 maja 1944 r. rozwieszono listę zakładników, którzy zostali skazani na śmierć. Następnie zostali oni przewiezieni pociągiem do Krakowa do więzienia Montelupich. Ogłoszenie Gestapo z dnia 24 maja donosiło, iż „za akt sabotażu – próbę wysadzenia mostu na Sanie pod Dubieckiem i zranienie trzech żołnierzy, zostało rozstrzelanych 20 osób z listy z dnia 17 maja 1944 r., ale Michał Czarniecki zginął 27 maja 1944 r. Rodzina otrzymała z Krakowa depeszę o jego śmierci.

Lista zakładników
Członkiem AK był również jego syn Zbigniew, który brał udział w bitwie z wycofującymi się Niemcami pod Korytnikami 25 VII 1944 r.
Jak wspominał mój Ojciec członek AK: „Gdyby Michał puścił farbę wszyscy byśmy wsiąkli”. Michał nie „puścił farby” zachował się, jak trzeba. Dzięki jego postawie mogłem się urodzić. Za to mu jestem wdzięczny.
Piotr Haszczyn [kwiecień]
Artykuł na podstawie informacji uzyskanych od:
Zbigniewa Czarnieckiego
Janusza Czarnieckiego
Jana Chorążykiewicza
Piotrowi Kosiorowskiemu dziękuję za przekazanie informacji oraz zdjęcia i dokumenty.
Ziemia Krzywiecka
- Szczegóły
Ziemia
Cmentarz w Krzywczy
- Szczegóły
Nekropolia krzywiecka jest jedną z najstarszych w Polsce, została założona w 1786 roku. Ze względu na budowę Traktu Cesarskiego, zlikwidowano cmentarz wkoło kościoła parafialnego. Świątynia została opasana murem, a szczątki zmarłych ekshumowano i przeniesiono na nowy cmentarz. Wchodziło się do niego przez most nad potokiem Babia Rzeka. Potok przed laty był sporych rozmiarów, wąwóz prowadzący na cmentarz stromy i śliski, więc przejście, szczególnie w czasie deszczu i okresie zimy nastręczało wiele kłopotów. Po zawaleniu się drewnianego, przy udziale całej parafii, w 1932 roku wybudowano most kamienny. W tym samym roku Gmina Krzywcza własnym kosztem zbudowała drewnianą kostnicę, która nie była używana i około roku 1995 została rozebrana. Na cmentarzu chowano wiernych obrządku rzymskokatolickiego z wszystkich miejscowości gminy należących do miejscowej parafii, a od końca XIX w. grzebano również zmarłych obrządku grekokatolickiego z Krzywczy.

Najstarsze nagrobki pochodzą z połowy XIX wieku, wśród nich, miejscowego ziemiaństwa: Starzeńskich h. Lis, Karoliny z Humnickich Dembińskiej h. Gozdawa oraz XX wieczne: rodziny Bocheńskich h. Bocheński, Joczów h. Godzięba, Makowieckich h. Sas, Romanowskich h. Boża Wola, Strońskich h. Doliwa. Zachowały się również nagrobki księży obydwu obrządków oraz nagrobek pisarza i dziennikarza Jana Zachariasiewicza, którego pierwotnie pochowany w grobowcu Joczów, a około roku 1951 przeniesiony do grobu ziemnego. Na cmentarzu zachowało się kilkanaście nagrobków, zwieńczonych żeliwnymi krzyżami o nieustalonej tożsamości. Ocalały również nagrobki miejscowych urzędników, Władysława Starzyńskiego i Tytusa Ossowskiego. W starej części cmentarza znajduje się zbiorowa mogiła 23 polskich żołnierzy, poległych w czasie walk z Niemcami o Krzywczę 13 IX 1939 r.

Cmentarz był kilkakrotnie powiększany. Po raz pierwszy raz zwiększono jego areał w 1951 r. do 1,30 ha, następnie w latach 80–tych XX i w 2014 r. Obecnie zajmuje powierzchnię 3,58 ha. W 1995 r. wybudowano kaplicę cmentarną. W 2015 r. wykonano remont nawierzchni alejki głównej cmentarza, a w 2016 r. remont generalny mostu oraz drogi dojazdowej do bramy głównej cmentarza.

Od 1998 r. zarząd nad cmentarzem sprawuje Urząd Gminy w Krzywczy. Od roku 2013 r. corocznie prowadzona jest kwesta na renowację zabytkowych nagrobków.
Piotr Haszczyn [ marzec 2026]
Link powiązany - Zabytkowe nagrobki krzywieckiego cmentarza
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
500 lecie parafii Babice - Film
- Szczegóły
Już w 1481 r. istniała w miasteczku Babice kaplica pod wezwaniem św. Katarzyny z drzewa dębowego, którą ufundował Stanisław Kmita z Wiśnicza, wojewoda ruski. Kaplica była uposażona m.in. w: 1,5 łanu roli, dochody z browaru babickiego, dziesięciny od mieszczan, sadzawkę, łąki. 13 XII 1507 r. Stanisław Kmita uposażył nową babicką parafię, łącząc dochody parafii w Stupnicy z uposażeniem kaplicy św. Katarzyny. Biskup przemyski, Maciej Drzewicki, prawdopodobnie erygował parafię 15 II 1508 r., bo w tym dniu odbyło się wprowadzenie nowego proboszcza Klemensa, wikarego z Przemyśla.
7 września 2008 r. w kościele parafialnym w Babicach odbyła się uroczysta msza święta z okazjo 500 rocznicy utworzenia w miejscowości parafii, która została utrwalona na poniższym filmie edytowanych w trzech częściach.
Piotr Haszczyn [luty 2026]
Jeśli doceniasz moją pracę, wpłać dowolną kwotę. Kliknij
Duch Sanu i o strażnikach dwóch brzegów
- Szczegóły
Od wieków rzeka San, która przepływa przez Gminę Krzywcza tworzy jej historię. Funkcje tej rzeki na przestrzeni dziejów zmienią się. Kiedyś była żywicielką, miejscem pracy, pralnią, łazienką dla zwierząt i ludzi dziś pozostała miejscem rekreacji i ostatnich przepraw promowych.
Niezmiernie dziękuję panu Januszowi Młynarskiemu za przypomnienie pracy Przewoźników z Babic oraz nadesłanie bardzo cennej ikonografii.
Piotr Haszczyn [2026]
Tam, gdzie San majestatycznie meandruje wśród zielonych wzgórz Pogórza Przemyskiego i Dynowskiego, otulając swoimi wodami malownicze Babice i Krzywczę, czas płynie nieco innym rytmem. To tutaj rzeka od wieków wyznacza puls życia mieszkańców. San – czasami spokojny i lustrzany, innym razem groźny i rwący – jest niemym obserwatorem naszej historii.

Przewóz w Babicach lata 50-60 XX w.
Widział wojny i pokój, słyszał modlitwy i śmiech, a przede wszystkim był świadkiem ciężkiej, codziennej pracy ludzi, którzy związali z nim swój los. Rzeka San od wieków toczy swoje wody przez tę piękną Gminę. Jest niemym świadkiem historii. Dziś San płynie spokojnie, ale jego nurt wciąż pamięta dźwięk naprężanych lin, uderzenia wioseł o taflę wody i głosy przewoźników i mieszkańców.

Najstarsze zdjęcie promu, lata po II wojnie światowej, poddane koloryzacji.
Dziś, 12 lutego 2026 roku, jeden z tych głosów obchodzi swoje wielkie święto. Pan Bolesław Czech [Na zdjęciu obok], wieloletni przewoźnik z Babic i Krasiczyna, kończy 99 lat!
Z tej okazji chcemy przywołać historię człowieka, która łączy pokolenia i historię ludzi naszej ukochanej pięknej rzeki.
Dla Bolesława Czecha rzeka była czymś więcej niż żywiołem – była miejscem pracy i służby. Schedę po ojcu, weteranie I wojny Światowej Stefanie „ Madziar” Czech, przejął w lutym 1952 roku. „Bez papierów nie wolno” – wspominał po latach, opowiadając o egzaminach, które musiał zdać, by bezpiecznie przewozić ludzi, wozy i inwentarz.
Praca na promie w Babicach to nie był lekki kawałek chleba. Od 5:00 rano do 17:00, w świątek piątek i niedziele. Zmieniały się pory roku, poziom wody i nastroje rzeki a także nastroje ludzi, ale przewoźnicy – Bolek Czech, Włodek Sosa i ich koledzy – zawsze byli na posterunku dla pracy oraz zwykłej rozmowy.
San bywał kapryśny, a oni dla mieszkańców łączyli dwa brzegi, gdy nie było mostów. To na ich barkach spoczywała odpowiedzialność za bezpieczeństwo setek osób dzień w dzień rok w rok. Pan Bolesław wspomina niedzielę, gdy promy pękały w szwach, wioząc ludzi do kościoła – wtedy nie pobierano opłat, bo to była posługa dla wspólnoty. Bywało, że na pokład wchodziło osiemdziesiąt osób!
Gdy woda była za wysoka lub za niska na prom, w ruch szły łodzie i siła mięśni. „Trzeba jeszcze rzekę znać” – mawiał Pan Bolesław. I znał ją jak nikt inny. Przez 30 lat pracy w Babicach, a później w Krasiczynie, woda nigdy go nie pokonała.
Dziś, patrząc na archiwalne zdjęcia, z pamięcią swojej ukochanej żony Marii Czech z domu Martowicz, widzi świat, który przeminął, ale ducha tej rzeki i żywe wspomnienie tamtych czasów wciąż widać w oczach Pana Bolesława. Mimo 99 lat, jubilat zachowuje pogodę ducha i humor. Jak sam mówi: „Woda i świeże powietrze to samo zdrowie”. A na pytanie o przyszłość, odpowiada z uśmiechem: „Nigdzie się nie wybieram!”.
Panie Bolesławie! W dniu Pańskich 99. urodzin, w imieniu mieszkańców Gminy Krzywcza, składamy najserdeczniejsze życzenia. Dziękujemy za te wszystkie lata, kiedy łączył Pan brzegi i ludzi. Niech nurt Pańskiego życia płynie dalej spokojnie, w zdrowiu i w otoczeniu bliskich.
Wszystkiego najlepszego!
(Autor wnuk Janusz Młynarski, zdjęcia z archiwum rodzinnego, treści na podstawie wspomnień i artykułu z Życia Podkarpackiego)
Zasługi Zachariasiewicza
- Szczegóły
W gazecie Biesiada Literacka z grudnia 1880 r. ukazał się artykuł pt. Jan Zachariasiewicz. Nikt się pod nim nie podpisał, ale moim zdanie warto do niego sięgnąć i przeczytać, jak hołd składa redaktor Janowi Zachariasiewiczowi. W XIX w. pisarz. Który spoczywa na krzywieckim cmentarzu był ogólnie bardzo i szanowany nie tylko w Polsce, ale też i Europie. Był uznawany, co do rangi zaraz po JI.Kraszewskim. Niestety dziś w środowisku badaczy polskiej literatury nie jest on znany, ceniony i promowany. Póki, co trzeba zadowolić się jego uznaniem w czasach, gdy żył.
Piotr Haszczyn [luty 2026]
Od dawna i od nas należał się hołd jednemu z najzasłużeńszych polskich powieściopisarzy Janowi Zacharyasiewiczowi; korzystając więc z drukowania obrazka, poświęconego J. I. Kraszewskiemu, dajemy portret jego autora, z krótką wzmianką o zasługach literackich.
Zasługi Zacharyasiewicza są obywatelskie i literacko za obywatelskie cierpiał, za literackie został nagrodzony sympatią i wziętością. Jako Galicjanin całą swą młodość oddał na usługi swej prowincji; ogarniając duchem kraj cały, czerpał głównie ze stron rodzinnych, ze swego najbliższego otoczenia przedmioty do swych utworów; malował przeważnie stosunki galicyjskie; wznosił się na stanowisko moralizatora pobudzany ideami, jakie Galicjan pchały pomyślnie lub fatalnie na różne tory.
Zanim oddal się zupełnie powieści, redagował różne pisma we Lwowie; redakcja mu się jednak nie wiodła, brak mu było może rzutkości, wyczerpującej wszystkie siły człowieka zwanego redaktorem, była o kapitałów, brak wytrwałości do zwalczenia ówczesnego smoka galicyjskiego, zwanego obskurantyzmem.
Dziś niepowodzenie wydawnicze zadowalania się mniejszymi ofiarami, ale za czasów redaktorstwa Zacharyasiewicza smok połykał redaktorów, spół pracowników, wydawców wyprawiając jednych do urzędów, innych do handlu, innych do życia brukowego; z ocalałych naliczylibyśmy dziś zaledwie kilku dziennikarzy, kilku beletrystów, pomiędzy którymi najpoczytniejsze miejsce zajmuje autor Renaty.
I Zacharyasiewicz mógłby był pójść za przykładem innych, bo posiadając stopień uniwersytecki, starać się o jaką urzędową posadę, wolał jednak iść dalej ciernistą drogą literata polskiego. Nie tylko talent wrodzony skłonił go do tego wybory, ale uczucia obywatelskie, oburzone bezprawiem jakie wówczas w Galicji działały, uczucie wymagające zadośćuczynienia za różne krzywdy, wyrządzone przez różnych w sprawie, którą Zachariasiewicz zacnem sercem ukochał.
Ta obywatelskość widnieje prawie we wszystkich jego utworach, które przez to są przeważnie tendencyjne z piętnem romantyzmu, jednak w tym dziele najmniej jest rzeczy doskonałych, chociaż niektóre chociaż niektóre, zwłaszcza drobne nowelki, do klejnocików literackich nie należą.
Ta tendencyjność szlachetna zrodziła mnóstwo powieści pulsujących życiem, nie starzejących się dzięki kunsztowności obrobienia: - na czele postawilibyśmy powieść Na Kresach, w której z zapałem patrioty i wprawą stratega autor wykrywa machiawelstwa niemieckiego tyraństwa.
W ten sposób Zacharyasiewicza zaszczepił prawie wszystkie kwestye obchodzące ogół polski lub wyłącznie Galicyą:- zaczepił świętojurców, zaczepił szwindlerstwo wiedeńskie, zaszczepił mnóstwo spraw domowych, familijnych wprawdzie tylko, ale trujących jadem, którym naród musi oddychać.
Pojęcie ekonomiczne Zacharyasiewicza są zdrowe; nie zaprząta on się mrzonkami, wyznaje postęp, potęguje materializm finansowy-potępiając materializm ducha.
Powieści Zacharynsicwicza należą do czytań przyjemnych i pożytecznych; ani jedna zdrożna myśl w nich niema pobłażliwego przytułku, ani jednym tonem zwątpienia lub odczarowania nic zdemoralizował czytelnika. Niema w jego utworach olimpijskich postaci, niema bohaterów niezwalczonych, ale są ludzie, od których losy kraju zależą. Geniuszom, owym potworom złego lub dobrego, Zacharyasiewicz nie zajrzał w oczy, ale za to stworzył obywatela, któremu kraj wszystko zawdzięcza lub przez którego zostaje wymazany z karty państwowej.
Szkoła doświadczenia, jaką talent Zacharyasiewicza przechodził, była ciężka i długa:- dwukrotnie zamknięty w ciemnicach austryackich więzień, studiował w nich literaturę europejską i własnego ducha. Myśl szybko w takich torturach dojrzewała, a potem świat, do którego lgnął gorącem, towarzyskim sercem, dał resztę.
Szereg powieści Zacharyasiowicza jest ogromny; niedorównywa wprawdzie zbiorowi Kraszewskiego, bo to rzecz niepodobna, ale stoi zaraz poza nim.
W tej chwili Zacharyasiewicz dotknięty jest ciężką chorobą oczu. Bawiąc w r. z. w Wenecji i przesiadując po całych dniach przy oknie wychodzącym na laguny, został rażony blaskiem pulsujących życiem, nie starzejących się dzięki kunsztowności wody płonącej od promieni słonecznych. Na szczęście, po chwilowej bezwładności oczu, nie ustaje w pracy literackiej - nie mogąc pisać dyktuje. Pierwszorzędni okuliści zapewniają, że choroba jest przemijającą, że czas i cierpliwość zwalczą ją zupełnie.
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Lodowe żniwa
- Szczegóły
Przed laty okres końca zimy to czas żniw lodu. Przy większości dworów istniały lodownie, w których przechowywano żywność i inne produkty. Nie zachowały się jednak na ten temat informacje. Pozyskiwaniem lodu zajmowali się miejscowi chłopi wyrzynając bryły lodu z Sanu, a następnie przewożąc do zaprzęgami konnymi do lodowni lub piwnic. Lód z Sanu wykorzystano również w karczmach do chłodzenia piwa, a nawet na sprzedaż. Poniżej fragment wspomnień Mardacheusza Gallera z Krzywczy przypomina tą zapomnianą funkcję Sanu:
Ale lód z Sanu latem, jak? W zimowe dni San pokrywał się grubą warstwą lodu, po której sanie zaprzężone w konie ślizgały się na duże odległości. Znaleziono pewnego żydowskiego pioniera, który wykopał duży dół i przykrył go słomą. Zimą zatrudnił wielu pogan, którzy wykuwali wielkie bloki lodu i przywozili je do tego żydowskiego dołu, gdzie wypełniali go lodem. Ten lodowy magazyn trzymał się przez całe lato i kupowali u niego lód na uzdrowienie, wrażliwi kupowali lód, by pić zimną lemoniadę w szabatowe popołudnie.
Piotr Haszczyn [luty 2026]
Proces ciecia lodu oraz lodownia przedstawiona na poniższym filmiku : https://www.youtube.com/watch?v=b1dnyrHuPos
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Jakucka Odyseja
- Szczegóły
Kolejna rocznica wywózki mieszkańców naszej gminy na Sybir. Ten straszny los spotkał również rodziny, które pochodziły z naszego terenu. Do dalekie Jakucji została wywieziona rodzina Pindów pochodząca z Babic. Jak to się stało możemy przeczytać we wspomnieniach Marii Szewczyk z d. Pinda. Wspomnienia zostały uratowane od zapomnienia dzięki p. Wilhelminie Skubisz.
Piotr Haszczyn [Luty 2026]
Wspomnienia Marii Szewczyk - Sybiraczki lat 80
Antoni Pinda ur. 10.06.1900 r. i Genowefa Pinda ur. 3.01.1909 r. z domu Rysiewicz córka Antoniny i Floriana. W 1928 r. mama wyszła za mąż. Urodziła 2 dzieci: Zbigniewa 17.03.1929 i Marię ur.1.02.1932. Moi rodzice mieszkali rodzicami z ojca do 1938 roku w Babicach. W tym że roku 1938 wyjechali na Wołyń prowadzić gospodarstwo rolne 40 morgów pola, które kupił mój wuj jako osadnik mieszkający we Lwowie. Zaraz po przyjeździe na Wołyń urodził się najmłodszy brat Jerzy 15.04.1938 r.
Mój ojciec z mamą prowadzili to gospodarstwo nie całe 2 lata. W 1939 r. zaczęła się zawierucha wojenna, moi rodzice chcieli spowrotem wrócić do Przemyśla już nie mogli. W 1940 r. przyszło NKWD i rozkołaczyli moich rodziców z tej ziemi i zostawili działkę przyzagrodową Dnia 29.06.1940 r. NKWD po raz wtóry przyszło o pierwszej w nocy zrobili rewizję w domu i powiedzieli do moich rodziców
-sobierajsia pojedesz na Sybir [zbieraj się pojedziesz na Sybir]
My dzieci małe 2 latka, 8 lat i 11 lat zaczęliśmy płakać. Załadowali nas na wóz i dowieźli do stacji kolejowej 6 km. Na stacji stały wagony towarowe. W wagonie było nas 4 rodziny. Po jednej stronie była półka, a po drugiej w wagonie były dwa okna zakratowane i muszla klozetowa i nic po za tym.
Jechaliśmy w nieznane półtorej miesiąca, przebyliśmy 12 tysięcy kilometrów. Przyjechaliśmy do miejscowości Ardan Jakucka SSR [Blisko Kamczatki], juz do końcowej stacji. Następnie załadowali nas na ciężarowe samochody i jechaliśmy 3 dni i 3 noce w głąb tajgi syberyjskiej 700 km. Zakwaterowano nas w bardzo dużym baraku, kilkanaście rodzin. Barak był zrobiony z okrąglaków, szpary były upchane mchem. Temperatura sięgała - 60 stopni na zewnątrz. Rodzice moi pracowali przy wyrębie lasu od świtu do późnego wieczoru. Starszy brat dostał się do internatu i chodził do szkoły ukończył 7 kl. szkoły podstawowej. Ja natomiast musiałam pilnować młodszego o 6 lat barta Jerzego. W 1943 r. mój ojciec zgłosił sie na ochotnika do armii T. Kościuszki - warunek był, że rodzina wróci do Polski. My z mamą zostaliśmy przesiedleni nad Wołgę do Saratowa. Mama pracowała w kołchozie jako dojarka. W 1945 r. mój tato wrócił z wojny do Babic i zatrzymał się u mojej babci. W 1946 r. we wrześniu wróciliśmy do Polski. Po powrocie mieszkaliśmy w Przemyślu.
Wspomnienia spisano 30 VIII 2012 r.
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Siedem dusz popłynęło Sanem
- Szczegóły
Podróżowanie drogą z Dynowa do Przemyśla w okresie tuż po II wojnie światowej było bardzo niebezpieczne. Szczególnie wieczorem przy drodze gromadziły się bandy rabusiów, którzy podróżnych zabijali i dzieli się ich dobytkiem. Proceder ten nasilił się, gdy ludzie wracali do swoich domów po pracach przymusowych w Niemczech z nadzieją ułożenia sobie życia i spotkania z długo nie widzianą rodziną. Szczególnie niebezpieczne miejsca to tzw. Parasol w okolicach Bachórca oraz Góra Koryteńska, gdzie zginęli: Henryk Magnuszewski i Feliks Bochniak z Krzywczy, Antoni Fudali z Nienadowej, Karol Kazienko z Babice. W okolicach Krzywczy przy drodze zginął Jan Pindaczek z Krążek oraz p. Lach ze Skopowa. Te osoby są znane, ale wiele osób bezimiennych również poniosło śmieć podczas podróży o nich będzie ta opowieść wstydliwa, ale znana starszym mieszkańcom Babic.
Gdzieś ok. 1945 r. grupa 7 Polaków, których tożsamość jest nieznana, wracała z robót w Niemczech drogą z Dynowa do Przemyśla. Zaczynał zapadać zmierzch, zatrzymali się w gospodzie w Babicach, właściciel doradził podróżującym, by jechali do Krzywczy bo tam bezpieczniej. Grupa poruszała się 2 furmankami, które na granicy Babic i Ruszelczyc zostały zaatakowane za Zawadą, gdzie San najbliżej biegnie koło drogi [kilkadziesiąt metrów od obecnego krzyża na cmentarzu cholerycznym w Ruszelczycach]. Wszyscy zostali zabici przez babicką grupę rabusiów, którzy konie wozy i mienie zarekwirowali, a zabitych wrzucili do Sanu. Konie znalazły „schronienie” w stajni po przeciwnej stroni kościoła. Siedem dusz popłynęło Sanem, a ich kości może leżą, gdzieś na dnie rzeki lub jakaś uczciwa dusza wyjęła ich i pochowała – tego nie wiemy.

Orientacyjne miejsce zdarzenia
Nazwiska osób, które dokonały tej zbrodni są znane mieszkańcom Babic, gdyż całe zajście z pagórka obserwował pan P., jednak za swój czyn nigdy nie ponieśli odpowiedzialności chociaż podobno w tej sprawie toczyło się śledztwo.
Nie mają mogiły nie mają upamiętnienia. Niech ten tekst przywróci im pamięć. Może życie dopisze dalsze strofy tej opowieści – Siedem dusz popłynęło Sanem.
Piotr Haszczyn [styczeń 2026]
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Administrator portalu
- Szczegóły
Rafał Włodek pochodzi z Krzywczy. Jest nauczycielem informatyki oraz pasjonatem nowych technologii, które wykorzystuje zarówno w pracy zawodowej, jak i przy tworzeniu i rozwijaniu portali internetowych poświęconych lokalnej historii i dziedzictwu kulturowemu.
Aktywnie działa społecznie jako strażak ochotnik w OSP Sufczyna, angażując się w pomoc lokalnej społeczności. Zainteresowanie historią regionu łączy z nowoczesnymi narzędziami, dbając o to, by pamięć o przeszłości była dostępna i zachowana w formie cyfrowej dla kolejnych pokoleń.





