Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

alt

W życiu prywatnym Jan Zachariasiewicz [Na zdjęciu zapewne zrobionym w Krzywczy]  po prostu nie miał szczęścia. Nie ułożył sobie życia osobistego, a jak donosi Kurier lwowski z 1885 r. był posłańcem nieszczęść:

Ulubionego powieściopisarza naszego Zachrajasiewicza widocznie od kilku lat ściga fatum, ilekroć wyruszy z Krakowa, aby w domowej zaciszy wiejskiej szukać sielanki. Jednego roku poniosły go pod Radymnem konie i omal nie został zabity, następnego doznał pożaru stodoły swej z całą krescencją, zeszłego roku zawitał do braterstwa dr. Joczów w miasteczku ich własnym Krzywcza nad Sanem i właśnie w tym czasie był świadkiem pożaru u nich. Tego roku zabawiwszy krótko na wsi Gwoźdzcu uprzejmie podejmowany w kołomyjskich stronach przez hr. Dzieduszyckich zatęsknił znowu za Krzywczą i pierwsze wiadomości z jego pobytu u siostry mamy w słowach karty korespondencyjnej z soboty o 6 tej po południu: W tej chwili pali się Krzywcza na dwóch końcach. Palą się gumna, stajnie, spichlerz dworski, gumna plebani łacińskiej, dwór zagrożony, ale jest nadzieja, że ocali się go. Przestrzeń zbyt wielka, wiatru nie ma.

Nieszczęście pisarza dotknęło nawet po śmierci. Pierwotnie pochowany z honorami w nowym grobowcu Joczów został z niego wyniesiony na cmentarz i pogrzebany w ziemi. I jak tu nie mówić o pechu?

Piotr Haszczyn [marzec 2016]

Zapraszamy na blog  - http://krzywcza.blogspot.com/